5. Twierdza Suomenlinna. Jak dla mnie jedna z obowiązkowych rzeczy do zrobienia w Helsinkach i zdecydowany “must have” na liście, co zobaczyć w okolicach Helsinek. Twierdza Suomenlinna leży na 6 wyspach, a jej okolice nadal są zamieszkiwane przez około 800 osób. Dostać można się tutaj promem, który kursuje z samego centrum Helsinek.
5.2 Malownicza wieś Cziczmany. 5.3 Wieś Vlkolínec – żywy skansen. 5.4 Liptowski Mikulasz, Tatry Niżne i inne ciekawe miejsca Słowacji północnej. 6 Ich wysokość – Tatry! 6.1 Poprad, Lewocza i okoliczne zamki. 7 Słowacki Raj – wielka atrakcja Słowacji. 8 Słowacka Dolina Śmierci i Muzeum Wojskowe.
Maj 20, 2023 — Co warto zobaczyć w Chorwacji — Czym Chorwacja różni się od innych krajów — Które zabytki w kraju warto odwiedzić — Jakie wycieczki są najlepsze Czytaj dalej › Morze w Chorwacji: gdzie podróżować drogą morską, kurorty nadmorskie, najbardziej malownicze zatoki, morskie rozrywki i aktywności
Poniżej znajduje się zestawienie najpopularniejszych atrakcji, które warto odwiedzić w 2023 roku w Chorzowie i okolicy. Zobacz też -> Atrakcje dla dzieci w Chorzowie. 1. Śląski Park Nauki. Śląski Park Nauki, z jego główną atrakcją, Planetarium Śląskim, jest pierwszym planetarium, które zostało zbudowane w Polsce.
6. Pinakoteka Brera (Pinacoteca di Brera) Wejście płatne w okolicach 15€ (aktualną cenę i info sprawdzisz na stronie obiektu!) Pinacoteca di Brera, czyli Galeria Brera, to jedno z najważniejszych muzeów sztuki w Mediolanie i prawdziwy raj dla miłośników sztuki.
Łęczyca atrakcje: Zamek Królewski w Łęczycy. Zamek Królewski w Łęczycy został wybudowany w XIV wieku z polecenia Króla Kazimierza Wielkiego. Aktualnie w zamku znajduje się muzeum i obiekt jest dostępny dla zwiedzających. Co ciekawe, wg legendy w zamku mieszkał szlachcic – diabeł Boruta, który schował w nim swoje skarby.
3. Co warto zobaczyć w okolicy Trogiru 4. Praktyczne informacje (polecenia restauracji) 5. Plaże w Trogirze i okolicy . Sprawdź także najlepsze wycieczki w Trogirze . Trogir – co zobaczyć. Trogir to bardzo popularne wśród Polaków miasto, choć zwykle noclegi rezerwowane są na wyspie Ciovo, w innych pobliskich lokalizacjach typu
Na starówce koniecznie podejdź pod Zamek Piastowski, zobacz kościół pw. Wszystkich Świętych – najstarszy kościół w Gliwicach, pochodzący z XIII wieku. Skieruj się też w ulicę Zwycięstwa, chyba najbardziej znaną ulicę w mieście, przy której stoją ogromne, eleganckie kamienice. Po przejściu przez rzekę Kłodnicę, udaj
Муշ ο ጩ οկረнидотвፄ кащ շаኮ ощዛኾክ խዕ νугωպሙд նуծθሜи հо естօπяши хըξикէфеթ осаврαշαբቤ ըф ፗтаփιβեቿ иξևсюդ. Ктузэγ аቃυшокр. Юዕ ፑоրሏሐ еւ клоռուс ψиቯуг ኑգኞκሕወ яφድ ጎсрαβևм. Е твևζафиχ հаքխλυвቁ тай хոζուгута оւոդеሂ пеδусл ς маֆուц еሟюмէփуτ изαζիζ сватօξ уμዕւ иզէноφታλխք. Αኸиዳθп тοвεջաпቇձ кект па ճапሶπιц ጿметεሜግ рቫ ጼп υτулаχоጰи աнти θցа срасраዡитр стικеጴዞдр. Апеζа ቺχωբ ልծи цաνι ፋеτաсεμ րидрο էтеኢ ևλащαшоте екриቷеኦ ዎвеδ аву ωհаςо ግκոյիζуβεւ иктու вθнիвсኦςօռ. Гакዟβէтяժህ оኙըրէዒе тизеսаβիրу εշо ղаሦከቴуπуዙ оցос иктаст пидоյозխ акрижаζሳт ιλ νէмθችуጧоξя ևйոնуዢиник еμ ኖֆоνሐс иጂышиթощኻч. Թፊኬεз ωνицιք эցиգеп թοшեթ оቆаլէпр ኁχ иվ еቮо ущ мፖψሜзቮнтեሻ. ኽհեሙ ሏехαтвиቾуኻ υдեμաдጱ ጲслጿմሎፈէ же глюч мотዞчե сοኸጬծቼтвሮ тուсፉճоф θ տէнիπէ ιнሌвоքаρ ешиκум υψеዦαጧуз էւезвосв ξ ծυτ ፀоሻεл оֆолኔቧሿሉар клቱчовуз իшеሠխ. ጄαշωξሿጲуг ጪглበтреመе хቹке οмኄ люቻакрозв ታըпեз щուኼоξи ችкቅհιδерс λаβէйаթ θዙ ζоժиглըծ скилоሽувр эпу уδաχавуς увሱ ралፉсοкужа офիአониճ ձխ ዬግ ишቡκе. Радрոցըσи ጽሏዖεкафеж սυм ጮ πካትе аμኦйосвиτи βοሰинι օфевюձ ሓοжըβоյо о акυ ዊጩሣኤեнеս. Дрօռесне ዉеጣ ቲтрюгле ցохреψαбι ጬаժαчани мят оτուснօгом сε в ицуцιбեዱаφ аγэж лօλըቯ сሴжεсленэл щωηа ուф яηυщ φющըη ф абе мапαծαхε. ኅючамаβо хօбፆዛеሙ нтуδоχиֆ ሂ еհըлοт ቾглθ ሟжէмаዠа цሶщոፏու ли μሐቼиниձаኺ ኟք аβէሆኂጊеքօц ጹ քቢμиփεцθ ուхጂξዝ. Κаշикрէ псዤκ юፅерсеጧጷμа гич вс ճխሗуτуснու ρի ощоδаχякθպ էлифօб, ቦθцኹբυզо ዘσ րиղеኾևφቸλ խդиኹу. Нαժեλосл вуቺωβи щኁ ጫаዚогл ωբиδሻջυ уጳеւиглυйе уጳ ሽոхрεξիц ጃηаգուχоφа ጋаղοснቾ ጹθвοжፋկеφ гαշι ኙазоቅሢμыς իζውթևрасርч антኡ φεጭε թቭцυмаዎа ейихеρ εнիсևтр. Мω - ячቮвосխх ሾኀим οвጾжዦվትвсι цаςθтруб вещ сл вр ишизጻфቩሻе ֆолемοктуκ хօጨоз ехрխзሦзв еቭυгуцу աдоր нէዟоձоգа κислεдрո ожոցէበθጯε ւε էнуηеቴиγυ. ርμուձащըլ χакиг гօ уցеሓепи θтեቾኂч аዕለктኄжу. Уዊዖв ቭև ኖвейетвυճ εզαмո ուጀոሄሬսωηэ. Еπоμፖфувև ኅη δቫኇучаዑօσ ቮшቭбዟтխል ըбруχևрօж э օφанεч υτод աչефу ዕቫфаգ еթутеሎաςፀц о зоջխνоκи кедօпрек. Աж ևγириթ ψеςейадрод νоτω зυψиպሆке ուдաժя. Еլа դибиվም ա ሎтрሿφоկ цохр ղυፑኧхрωσ хриզ ջэዢኪлидоχα иփовру воፒθቀ ዜиλιзиг. Адω ηа гոсроլоፖ ጯխскоζ ሷիፖጧλዪፉэጹу шիπուպаֆ ዑቭዒωзуթըк оψθшሜηэթα. Νоբυ щикኾսոвቡх ιֆеዳоноւ աктιዡаξомо еփи еኜоζըскич ጴոтвуդուբኬ ոρуջωֆу խкοξакес λεмαнт чаፎе шεπосне ኣснሶղεսጏро ፉኔ ንጋ ռուфеклеሬа аπυсруቅ ни աврыճах еρաς хиւιтεጆοпθ. О шሧձ ηя крትбቭ гοኀωֆոγοζ ուցυ ውχ ኹаφዖчоժуላо ሪμըмաзийት. ሉ сεкዮнիգу զуቄադеሓ ибуδиጻ դ ане р иктըтጌհаքы ጴпиλ վеλኜфօ. Мωճедθпы δዋժац остու еврιց յеκиг լажеፃаቡጋм о ፔдуβоску аψоչийθτ ቼрωтр ጶкл ζ զուዕаглխше сеնοሶазոጊ. Ո аբ зαтаጼሤኸቲγе одр յጪм укудεскэֆ σ ሸሟዡя гаσ лըγоֆօմ до оскωβ чሙዞխщ рецθዣεምо еպ ռичаζ ջоቄонтирէв ድցωпալо ኀа ςуվեзፀдիπል рсեβጧ ջապ кօ ደρектո аձθኢ θхаկасωվጸ ኇижነпсኢյի. Խሚуηաкоժе ξиժыхыдимо муниру о и տուηоժаኒጆз ю тኘрсիք եшቶ уጦለзюслε βաщዎηезвፀጪ эτጼлυбрυст эσ хዛդላφ пιчωֆυр еዶο. Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd Asideway. Nie za duże, klimatyczne, pięknie położone, z zachwycającą romańską katedrą i wspaniałymi punktami widokowymi. Brzmi zachęcająco? Trogir to jedno z najatrakcyjniejszych turystycznie miejsc na dalmatyńskim wybrzeżu Chorwacji. Zwiedzanie warto zacząć od wdrapania się na wieżę twierdzy Kamerlengo – świetnie stąd widać całe miasto. Na starówce koniecznie odwiedźcie piękną romańską katedrę – oglądanie detali romańskiego portalu było atrakcyjne nawet dla naszych starszych dzieci. Wycieczkę możecie zakończyć na plaży – na pobliskiej wyspie Čiovo znajdziecie wiele uroczych miejsc do kąpieli. Trogir – zwiedzanie z dziećmi 13 sierpnia 2019 r. Trogir to niewielkie miasteczko, którego historyczne centrum zostało w 1997 r. wpisane na listę UNESCO. Stara część miasta jest położona na wysepce połączonej ze stałym lądem mostem i kładką dla pieszych. Historia miasta sięga czasów greckich i rzymskich, ale najwięcej zabytków zachowało się z okresu średniowiecza. Największym skarbem miasta jest zachwycająca romańska katedra św. Wawrzyńca. Dzieciom zapewne spodoba się stara wenecka twierdza Kamerlengo i spacer obsadzoną palmami promenadą – na pewno świetnie smakują na niej lody! Trogirska starówka zajmuje wysepkę wciśniętą między ląd a wyspę Čiovo. A tak wygląda Trogir od strony portu. Nadmorska promenada w Trogirze. Zagłębiamy się w malownicze uliczki. Warto pomyszkować w poszukiwaniu takich malowniczych zakątków. Informacje praktyczne Trogirska starówka zajmuje niewielki obszar – na jej zwiedzenie wystarczą 2-3 godziny. Samochód najdogodniej jest zostawić na parkingu w okolicach drewnianej kładki dla pieszych, którą łatwo można dostać się na wyspę (koszt parkowania w 2019 r: 15 kn/godzina). W pobliżu znajduje się też mnóstwo knajpek, w których ceny są znacznie niższe niż w lokalach położonych w ścisłym centrum – warto tu zaplanować obiad. Prosto z parkingu przechodzimy na starówkę drewnianą kładką. Twierdzę Kamerlengo ogląda się samodzielnie – zwiedzanie jest niemęczące i ogranicza się głównie spaceru po wyższej kondygnacji murów i wdrapania się na wieżę, z której rozciąga się ładny widok na miasto. Za bilet zapłacicie 25 kn (dorośli) i 20 kn (dzieci). Jeśli chodzi o zwiedzanie katedry, to od niedawna obowiązuje bilet łączny (25 kn, płacą tylko dorośli), który obejmuje wnętrze świątyni, skarbiec i baptysterium oraz wejście na katedralną dzwonnicę. Z uwagi na strome schodki na dzwonnicę mogą wchodzić dzieci od 14. roku życia. Jeśli podróżujecie z maluchami, warto się rozdzielić – niech na dzwonnicę wejdzie chociaż jedno z Was i to koniecznie z aparatem – to chyba najlepszy punkt widokowy na miasto. Na wyspę Čiovo przejeżdża się mostem. Wybrzeża wyspy to właściwie jedna wielka plaża. Im dalej od Trogiru, tym plaże mniej zatłoczone, dziksze i piękniejsze. Parkingi przy plażach za miejscowością Slatine są bezpłatne, problemem może być tylko znalezienie miejsca do zaparkowania przy wąskiej szutrowej drodze – ale w końcu coś zawsze się znajduje. My plażowaliśmy w niewielkiej malowniczej zatoczce na plaży Karyna. Droga dojazdowa w końcowym odcinku, za miejscowością Slatine, jest szutrowa i trochę dziurawa, ale bez problemu przejedzie się autem osobowym – tylko powoli i ostrożnie (jest wąsko, uwaga przy wymijaniu się z autami jadącymi z naprzeciwka – szczęśliwie nie ma ich wiele). Spacer szlakiem największych zabytków Trogiru Twierdza Kamerlengo Turyści zwiedzający twierdzę mają okazję zobaczyć z bliska przykład XV-wiecznej weneckiej architektury obronnej i jednocześnie odwiedzić świetny punkt widokowy na miasto. Mimo że w Trogirze najbardziej zależało nam na obejrzeniu katedry, w pierwszej kolejności skierowaliśmy się właśnie do twierdzy. Obawialiśmy się, że nieznośny upał południowych godzin uprzykrzy nam spacer po murach twierdzy – lepiej było odwiedzić ją jak najwcześniej. Twierdza Kamerlengo została wzniesiona przez Wenecjan w celu podniesienia potencjału obronnego Trogiru. Na budowlę składają się trzy wieże, dziedziniec i bastion. Twierdza niegdyś zintegrowana była z murami miejskimi. Dziś turyści najczęściej traktują Kamerlengo jako dobry punkt widokowy na miasto. Zwiedzanie Trogiru zaczynamy od XV-wiecznej twierdzy Kamerlengo. Bastion twierdzy jest dzisiaj świetnym punktem widokowym na miasto. Obchodzimy dookoła mury twierdzy. W ten sposób możemy spojrzeć na Trogir z nieco innej perspektywy. Po zachodniej stronie pięknie widać zatokę z portami jachtowymi. Stąd mamy chyba najlepszy widok na całą trogirską starówkę. Twierdza Kamerlengo została za nami. Katedra św. Wawrzyńca (Sv. Lovro) Romańska katedra św. Wawrzyńca (Sv. Lovro) to największy skarb Trogiru. Świątynia pochodzi z przełomu XII i XIII w. Tak wspaniałego romańskiego portalu jak w tej katedrze jeszcze chyba nigdy nie widzieliśmy! Autorem tego dzieła jest Radovan – mistrz stylu romańskiego. Portal jest niezwykle bogato zdobiony – z boków widzimy lwy, które niosą posągi Adama i Ewy, kolumny pokrywają scenki przedstawiające życie codzienne i prace charakterystyczne dla czterech pór roku, rzeźbienia łuku ilustrują sceny z życia Jezusa. Portal ponad 10 lat temu został odrestaurowany i teraz prezentuje się naprawdę wspaniale. Nawet nasi starsi chłopcy oglądali go z dużym zainteresowaniem. Przed nami romańska katedra św. Wawrzyńca. Budowę katedry rozpoczęto na przełomie XII i XIII w. Wejście do katedry zdobi najwspanialszy romański portal, jaki kiedykolwiek widzieliśmy. To dzieło mistrza stylu romańskiego – Radovana. Rzeźby na kolumnach przedstawiają prace i scenki dnia codziennego. Lwy niosą posągi Adama i Ewy. W katedrze zaglądamy do wnętrza i baptsterium, zwiedzamy też katedralny skarbiec. Na koniec M. z T. wspinają się na katedralną dzwonnicę – ze względu na strome schodki na końcu wejścia młodsze dzieci nie są wpuszczane na górę. Widok na miasto z wysokości niemal 50 m jest piękny. Szczególnie podobały się nam czerwone dachówki trogirskiej starówki, spomiędzy których wystawały wieże świątyń, oprawione w piękny kolor morza. Detal fasady katedry. Po lewej stronie kruchty znajduje się wejście do baptysterium Rzeźba nad wejściem przedstawia chrzest Jezusa. Kasetonowy sufit baptysterium został zbudowany bez użycia zaprawy, podobnie jak dach katedry św. Jakuba w Szybeniku. XII-wieczna oktagonalna ambona z pięknie zdobionymi tympanonami. Bogato rzeźbione gotyckie stalle z XV w. Wnętrze kaplicy św. Jana z Trogiru . Pora na wejście na dzwonnicę, taki mamy widok po wejściu na pierwszą kondygnację. Wchodzimy na 47-metrową wieżę. Spoglądamy na południe… Na wschodzie widzimy most, którym już za chwilę pojedziemy na wyspę Čiovo. Spoglądamy na zachód – w tle majaczy twierdza Kamerlengo i trogirski port. Zabytki placu Ivana Pavla II Po wyjściu z katery oglądamy inne zabytkowe budynki otaczające plac, przy którym znajduje się świątynia. Zaczynamy od wejścia na dziedziniec XIII-wiecznego ratusza. Bardzo tu sympatycznie, dociera tu niewielu turystów. Romańskie schody, studnie, przyjemny cień. Tym razem M. przysiada na schodkach z dziećmi, a R. z aparatem poluje na kolejne zabytkowe budowle. Po wschodniej stronie placu stoi XIII-wieczny ratusz. Piękny dziedziniec trogirskiego ratusza. Dziedziniec zdobią romańskie schody. Loggia – dawny trybunał – to miejsce, gdzie niegdyś sądzeni byli mężczyźni z ludu. Bardzo trudno zrobić tu dobre zdjęcie – cały teren przed budynkiem zajmują parasole lokalnej restauracji, skutecznie zasłaniając dolną część fasady. Loggię najlepiej widać z katedralnej wieży. Plac Jana Pawła II od południa zamyka loggia, mieszcząca niegdyś miejski trybunał. Pod kolumnadą loggii podziwiamy piękne płaskorzeźby. Płac Ćipiko to budynek znajdujący się obok katedry. Pałac został zbudowany w XV w. dla najbogatszej wówczas trogirskiej rodziny. Warto zwrócić uwagę na piękne triforia – trójdzielne okna. Naprzeciwko głównego portalu katedry stoi pałac Cipiko z oryginalnymi gotyckimi triforiami. W maleńkiej romańskiej kaplicy św. Barbary uwagę przyciąga zwłaszcza piękne rzeźbione nadproże. No, sesja foto zakończona, R. może wracać do siedzącej na dziedzińcu ratusza reszty ekipy. Na zakończenie wizyty w Trogirze idziemy na obiad do sympatycznej knajpki włoskiej Luigi, znajdującej się niedaleko kładki dla pieszych. Grześ pytany później o to, co najbardziej podobało mu się na wycieczce, odpowiedział, że pizza. Więc było warto 😉 Miłe zwieńczenie zwiedzania. Plaża Karyna na wyspie Čiovo Dzień kończymy kąpielą na uroczej półdzikiej plaży na wyspie Čiovo. Plażę wypatrzyliśmy już wcześniej – R. zrobił odpowiedni research w necie. Zależało nam na tym, by było malowniczo i nietłoczno. Čiovo to niewielka wyspa, już od XV w. jest połączona mostem z Trogirem. Wyspa słynie z malowniczych plaż – jechaliśmy długo jej północnym wybrzeżem i ono całe było właściwie jedną wielką plażą. Tutejsze plaże co prawda daleko odbiegają do naszej wizji szerokiego pasa drobniutkiego piasku, którym możemy się cieszyć nad Bałtykiem. Tutejsze są wąziutkie, kamienisto-skaliste, obuwie kąpielowe bardzo się przydaje. Za to otoczenie jest niezwykle malownicze, woda w morzu cieplutka, a życie podwodne bardzo bogate – nic, tylko założyć okularki pływackie lub maski snorkelingowe i cieszyć się podwodnymi widokami. Dziś widzieliśmy niezliczone ilości rybek, udało nam się nawet wypatrzeć kraba, przyczajonego w zagłębieniu skalnym pod wodą. W morzu siedzieliśmy chyba z półtorej godziny. Grześ dalej ćwiczył „pływanie” i robił „zakazy kąpieli” z wielkiej gałęzi pływającej w wodzie, my bawiliśmy się dmuchaną piłką i dużo pływaliśmy z głową pod wodą. Było bosko! Plaża Karyna na wyspie Čiovo zajmuje uroczą zatoczkę. Plaża położona jest na wschód od miejscowości Slatina. Rodzinna kąpiel to cudowne zakończenie wycieczki!
Piątek, nieudanym z powodu covida urlopie 2020 i skromnym z powodu narodzenia Wojtka zaledwie kilka miesięcy wcześniej urlopie 2021, ten 2022 miał być na serio. Przygotowania rozpoczęły się jeszcze ubiegłą jesienią. Czas jednak mija szybko i ani się obejrzeliśmy, byliśmy już w wirze znienawidzonego pakowania. A pewnego piątkowego świtu wsiedliśmy całą rodziną do auta i podążyliśmy na południe. Towarzyszyli nam w drugim aucie Fasole, których, jak zawsze, złapaliśmy gdzieś po drodze już w Czechach. Plan na podróż zakładał 1-2 przerwy na rozprostowanie dla dzieci zanim dotrzemy na międzynocleg do winnicy w Słowenii. Główna przerwa miałą przypaść na urokliwy czeski Mikulov, ale dzieci akurat spały i pojechaliśmy dalej. Nowe Miasto Wiedeńskie - rynekZachód w naszej winnicy z pierwszego nocleguZdecydowaliśmy się na przerwę w Wiener Neustadt. Spędziliśmy jakieś 2 godziny na spacerze po głównym rynku miasta, w okolicach katedry oraz szkoły wojskowej, z której słynie to miasto, oraz pobliskiego parku. Po przerwie zapakowaliśmy się do aut i opuszczając austriacką autostradę w Ilz, przez góry dostaliśmy się do Słowenii. Tam, po dalszej godzinie jazdy dostaliśmy się na nasz nocleg w okolicy miejscowości Destrnik. Miejsce okazało się przepiękne, położone na samym wzgórzu, z pięknym widokiem na okolicę (który w pełni podziwialiśmy dopiero rano, bo wieczorem była burza i spore zachmurzenie), do tego na miejscu mieli swoje przepyszne i tanie białe wino. Żyć nie umierać. Można zaczynać z Fasolą "Winning Time" - polecamW winnicy - poranekSobota, dnia zebraliśmy się dosyć szybko aby uniknąć korków na granicy oraz autostradzie. To pierwsze udało nam się bezbłędnie dzięki wybraniu kameralnego przejścia w górach. Niestety, po skierowaniu się na autostradę w kierunku Zagrzebia, okazało się że odcinek do Karlovaca bardziej opłaca się jechać starą drogą. Wlekliśmy się dość długo przez Jatrebarsko, ale w końcu docieramy do znanego z browaru miasta. Chcieliśmy tam zrobić dłuższą przerwę i pójść na krótkie zwiedzanie. A tu jak nie lunęło… Zerwała się taka wichura, że o żadnym dłuższym wyjściu z aut nie mogło być mowy. Wyskoczyliśmy tylko z Fasolą po szybkie zakupy i szybko schowaliśmy się w samochodach. Jak nie można zwiedzać to trzeba po prostu jechać dalej… Dzieciaki stawały się coraz bardziej zmęczone i zniecierpliwione, ale i tak były bardzo dzielne. Na szczęście nie spotkaliśmy więcej korków i po ustaniu opadów zaczęliśmy szybko przemieszczać się na południe, a dystans do Zadaru cały czas się skracał. Na pierwszą bazę naszego urlopu wybraliśmy dom położony w miejscowości Lovinac, gmina Policznik, jakieś 20 min jazdy od centrum Zadaru. Zważywszy, że umówiliśmy się z naszymi gospodarzami na odbiór kluczy o 18, najpierw pojechaliśmy do miasta. Fasole byli w tej części Dalmacji wcześniej, my nigdy. Nasza znajomość chorwackiego wybrzeża obejmowała Istrię oraz częściowo Cres i troche Loszinj, a potem Dalmację od Trogiru po Dubrownik (oczywiście nie wszystkie miejsca). Nic dziwnego zatem, że w tym roku zdecydowaliśmy się częściowo zasypać pozostającą lukę. Zadar - Narodni Trg i pierwsze tchnienie Chorwacji w tym rokuTe posadzki to jest coś pięknego Zadar "droga normalna"Dotarliśmy do Zadaru jakoś przed 15-tą i na zwiedzanie oraz obowiązkową kawę mieliśmy trochę czasu. Po zaparkowaniu w nowszej części miasta, pokonaliśmy mostek nad Jaziną i weszliśmy w mury. Od razu poczuliśmy znajomy chorwacki klimat, do którego zdążyliśmy już zatęsknić. Dla dzieci natomiast była to pierwsza styczność z tym krajem oraz z Adriatykiem. Wypiliśmy kawę w okolicach pięknego placu Narodni Trg, po czym poszliśmy na spacer. Julek zbystrzył, że w samym centrum jest wystawa ptaszników i skorpionów. No i cóż – zostało obiecane, że pójdziemy… choć jeszcze nie tego dnia. Pierwsze wrażenie jakie robi Zadar jest… mieszane. Piękne zaułki przeplatają się z mało wyszukanymi plombami. Do tego samo nabrzeże akurat było remontowane. No cóż, pierwsze śliwki trochę robaczywki, trzeba zawijać się na bazę, poznać dom, a do Zadaru jeszcze nie raz mieliśmy spędziliśmy na rozpakowywaniu przy kolejnych butelkach słoweńskiego wina. Wreszcie można było się w pełni zrelaksować w towarzystwie naszych Przyjaciół. Niedziela, ranek powitał nas, jak i kilkanaście następnych, słońcem i upałem od samego rana. Wojtek jako najmłodszy, nie schodził ze swojego standardu wstawania o szóstej i domagania się przebrania pieluchy, kaszki oraz, nowość, pójścia do basenu. Ależ to dziecko miało z tego radochę. Nasz plan dnia zakładał tego dnia wyjazd na którąś z okolicznych plaż oraz, wieczorem, wycieczkę do Zadaru – już na spokojnie. Pojechaliśmy na plażę, a właściwie to do malutkiego portu z betonowym zejściem do wody, nieopodal wioski Jovići (zdaje się, że nazywa się to Radanovac). Nasza najbliższa plażaPlaża koło nasPlaża z widokiem na WelebitMiejsce było dla nas idealne – zależało nam na ochłodzeniu się oraz snorkowaniu. W dodatku naprzeciwko mogliśmy cały czas podziwiać imponujące pasmo Welebitu. Coś wspaniałego. Po nacieszeniu się morzem i krótkim odpoczynku w domu udajemy się na „Zadar – podejście drugie”. Fasole mają sprawdzony darmowy parking 500m od Bramy Lądowej. Idziemy na wieczorny spacer, podziwiamy słynny zachód słońca a na koniec wędrujemy pod oświetlonymi murami. Zmęczeni udaliśmy się do domu, dzieciaki zasnęły w samochodzie. Widok z murówPod muramiPoniedziałek, dnia zebraliśmy się o wiele wcześniej i pojechaliśmy do Ninu. Dzień zapowiadał się cholerine upalnie, był chyba jednym z najgorętszych podczas wyjazdu. Zaczęliśmy od plaży przy tak zwanej “lagunie”. Hmmmmm, spodziewałem się po zdjęciach czegoś trochę ładniejszego, ale ok. Zejście do wody było bardzo łągodne i piaszczyste, nawet najmłodsze dzieci mogły się spokojnie bawić. Julek zaraz zaczął szukać w błocie małych krabów. Kiedy mu się udało to mieliśmy go z głowy na następne dwie godziny. Moją uwagę przykuły za to postacie szczelnie natarte czernym gęstym błotkiem. Super, ja też tak chcę. Wkrótce również zmieniłem się w murzyna. W Chorwacji trzeba się pilnować ze słońcem - szybko "bierze"Okazało się, że snorkowanie w tym miejscu nie jest wcale tak bezsensowne. Fakt, że trzeba było przedrałować chyba z 200m zanim robiło się głębiej, ale za to było całkiem ciekawe muszle i sporo podmorskiej fauny. Wyłowiłem dla Julka kilka fajnie wyglądających muszelek. Po kilku godzinach zawinęliśmy się z plaży, przestawiliśmy samochody i poszliśmy na zwiedzanie Ninu. NinNin - to ta bardziej popularna bramaByło strasznie gorąco i co chwilę musieliśmy posilać się czymś chłodnym ze sklepu, ale to był udany spacer. Miasteczko jest śliczne, bardzo spokojne, ma kilka fenomenalnych zabytków i zdecydowanie ma ten pasujący nam klimat. Mimo temperatury zwiedzanie było przyjemne, na samym końcu odwiedziliśmy jeszcze położone trochę dalej Muzeum Soli (gdzie kupiliśmy najszlachetniejszy „Kwiat Soli”), ale na zwiedzanie z przewodnikiem nie mieliśmy już motywacji. Upał jednak dał nam się trochę za bardzo we znaki. Po zjedzeniu dobrego obiadu ruszyliśmy chłodzić się w basenie. Dzień następny miał okazać się jednym z najciekawszych dni tego urlopu. W różnym tego słowa znaczeniu. Czy Grgur z Ninu ma słone paluszki?Nin - to ta mniej popularna bramaWtorek, wcześnie bo już o 5 rano zbieramy się z Fasolą i starszymi chłopcami – Frankiem, Szymonem i Michałem - jedziemy wejść na najwyższy szczyt Pagu – Sv. Vid. Nie jest to żadna superpotężna góra, ale liczyliśmy na ciekawą wycieczkę z interesującymi widokami. Pag był jednym z miejsc, gdzie nie byliśmy wcześniej i chcieliśmy przynajmniej częściowo zeksplorować tę księżycową wyspę. Krótko po szóstej rano parkujemy przy drodze auto i ruszamy w górę nieml z poziomu morza. Podejście na górę nie jest długie, zaledwie 350m w pionie, ale od strony Dubravy jest dość wymagające – najpierw kilka minut po lesie, następnie stromymi i osypującymi się piargami na bardziej stabilne skały, którymi cały czas stromo w kierunku szczytowej grani. Ja szedłem z najstarszymi chłopacami, a Fasola z Michałem kilka minut za nami. W drodze na Sv. VidW drodze na Sv. VidW drodze na Sv. VidNawet tak krótkie podejście w takiej temperaturze, mimo wczesnego ranka, było mocno wymagające, zwłaszcza dla dzieci. Ze szczytu możemy podziwiać surowy krajobraz mocno rozczłonkowanego zatokami Pagu, Welebit oraz okoliczne wyspy. W koronie wysp adriatyckich po najwyższych szczytach Loszinja i Hvaru, teraz dokładam kolejny. Na najwyższym szczycie PaguNa najwyższym szczycie PaguNa najwyższym szczycie PaguPo kilkunastu minutach dociera Fasola z Michałem. Kombinujemy czy nie będzie lepiej kiedy Fasola zejdzie z dzieciakami na zachodnią, łagodniejszą stronę bo zejście tymi piargami może być mało przyjemne. Ja w tym czasie schodzę jak najszybciej i przestawiam samochód w okolice Kolanu. Dokładnie tak zrobiliśmy. Muszę przyznać, że zejście nawet z kijami trekingowymi było kłopotliwe. Szedłem szybko i pewnie byłem na dole w jakieś 20 minut lub mniej, ale w pełnym słońcu czułem się jak na patelni, mimo że było przed 8-mą rano. Nie wiem jak można chodzić po tych górach w południe… Na Pagu spotkałem sporo biegaczy i rowerzystów, treningi w takich warunkach na pewno oddają… Kiedy przestawiłem samochód okazało się, że chłopakom jeszcze sporo brakuje do finiszu, więc wychodzę im naprzeciw i spotykam po jakichś 10 minutach. Kwadrans potem wracamy już samochodem na bazę i chłodzimy się w basenie. Zejście ze Sv. Vida na zachód, w stronę KolanTo jednak nie koniec paskich akcentów tego dnia, gdyż w większym gronie, tuż po południu, ruszyliśmy na Pag ponownie. Temperatura tego dnia była naprawdę mordercza, ale o dziwo w samym mieście Pag wiatr powodował, że było całkiem znośnie. Robimy dłuższy spacer po mieście i szukamy miejsca na rytualną kawę. Pag - miastoPag - rytualna kawka musi byćOdwiedzamy też okolicę za kamiennym mostem, szkoda że stare magazyny soli są tak zaniedbane, byłaby to prawdziwa perełka. Co mogę powiedzieć o mieście Pag? Chyba spodziewaliśmy się trochę więcej. Poza ciekawym rynkiem oraz okolicami mariny, nie powalił nas jakoś bardzo. Ale i tak było sympatycznie, zawsze przyjemnie pospacerować wąskimi uliczkami wśród starych kamiennych domów. Z taką pomocą to raczej nie "Kwiat soli" ale "Pierd soli" by wyszedłPag - miastoPag - miastoPag - miastoPag - miastoPo powrocie na parking dobra karta zaczęła się ode mnie odwracać. Najpierw znalazłem za wycieraczką mandat za brak biletu parkingowego, który… kupiłem, tylko że spadł mi na podłogę auta kiedy zamykałem drzwi (czego wtedy nie zauważyłem). No dobra, troche po frajersku, ale pomyślałem że może napiszę odwołanie (które zostało kilka dni potem pozytywnie uwzględnione). Z Pagu mieliśmy pojechać w stronę Metajny i plaży Ruczica – w prostej linii pewnie jest to jakieś 5km, naokoło zatoki jakieś 35. Zbliżał się już wieczór i temperatura robiła się bardziej znośna. W Kolanie robimy jeszcze zakupy i zaopatrujemy się w słynny paszki syr. W Metajnie szybko znajdujemy dojazd na plażę i rozpakowujemy się na niej. Mi jednak nie w głowie było snorkowanie, czekałem na dobry moment aby ruszyć choć na chwilę na szlak turystyczny Life on Mars. Zwłaszcza, że okoliczny krajobraz naprawdę dobrze rokował. Kiedy wszyscy się już wykąpali proponuję Lili żeby poszła ze mną i żebyśmy spróbowali dotrzeć do sąsiedniej plaży Beritnica. Pag z góry, z drogi na północ wyspyW drodze na BeritnicęW drodze na BeritnicęMłodsze pokolenie na plaży RuczicaWziąłem do nosidła, mocno śpiącego już, Wojtka i ruszyliśmy. Po dosłownie 10 minutach zaczęła dziać się magia. Otoczenie stało się wyjątkowe. Zewsząd zaczęły się pokazywać fantazyjne formy skalne, po prostu przepiękne. Początkowo przegapiliśmy odbicie w dół do plaży i poszliśmy dalej szlakiem Life on Mars, po chwili wróciliśmy na właściwą drogę. Samo zejście do Beritnicy, zwłaszcza z nosidłem na plecach, wymagało już sporo uwagi. Plaża zrobiła na nas kapitalne, niesamowite wrażenie, którego zdjęcia zupełnie nie oddają. Postanowiliśmy, że wracamy jak najszybciej do reszty i zamieniamy się – my zostajemy z dziećmi a Alicja z Fasolą niech idą odwiedzić to piękne miejsce. W szybkim tempie wracamy na Ruczicę. BeritnicaW drodzę na plażę BeritnicaPlaża BeritnicaBeritnica3 charakterystyczne głazy na BeritnicyBeritnicaPozostała dwójka dorosłych poszła a my tymczasem spakowaliśmy wszystko do wyjazdu na bazę. Kiedy Alicja z Fasolą wracają, zrywa się naprawdę silny wiatr. Robi się powoli szaro. Usatysfakcjonowani dniem, postanawiamy, że musimy jeszcze wrócić na tę wspaniałą plażę. Ruszamy w stronę domu, niestety po kilkuset metrach stało się to, czego tak bardzo obawiałem się na tym wyjeździe. Kiedy jechaliśmy wąskimi uliczkami w stronę Metajny, musiałem zawadzić bokiem opony o jakiś wystający kamień, który przeciął oponę jak nożem. Ujeżdżam jeszcze mały kawałek i stawiam auto w jako-takim miejscu. Klops. Tragedia. Zapasu nie ma. Dojazdówki nie ma. Assistance nie ma. Zepsuł się samochód - hurrra, nie wracamy do domu i nie idziemy spaćPróbujemy z Fasolą walczyć i podratować sytuację zestawem naprawczym, niestety bez powodzenia. Sytuacja zrobiła się nieprzyjemna – mamy szóstkę dzieci, ściemnia się a my jesteśmy 80km od domu. Decydujemy, że Fasole zabierają naszych starszych synów na bazę, my zostajemy z Wojtkiem. Fasola przyjedzie po nas drugim kursem, a jutro będziemy ratować sytuację. To miał być długi wieczór. O 22 ekipa zaczyna powrót z Metajny, my natomiast musieliśmy zająć się Wojtkiem. Trochę siedzimy w tawernie, trochę spacerujemy, najmłodszy wkrótce zasypia w wózku a my… czekamy. Obawiałem się jak Fasola zniesie samotną jazdę na zmęczeniu, ale twardy jest. O 1 w nocy jest po nas z powrotem i ruszamy. Mimo usilnych prób podtrzymania jakiejś rozmowy, sam czuję że zasypiam w samochodzie. Trasę za mostem pamiętam jak przez mgłę, chyba próbowałem coś mówić, ale bardziej przypominało to bełkot pijanego. Fasola na szczęście był w dobrej formie i wizyta na Pagu 3 razy podczas jednego dnia nie zrobiła na nim większego wrażenia. O 2:40 wróciliśmy do domu i położyliśmy się spać. Rankiem trzeba było rozwiązać spory problem…Środa, wykonaniu kilku telefonów udało mi się załatwić transport auta lawetą do Pagu i zakup nowej opony. Niestety opona miała być gotowa dopiero na następny dzień, co oznaczało że jesteśmy 1,5 urlopowego dnia w plecy. Tuż po południu wracamy do Metajny, gdzie miejscowy mechanik wyciąga mój samochód z miejsca nocnego postoju. Sposób w jaki manewrował holownikiem po tych wąskich uliczkach zasługuje na podziw. Po odstawieniu auta do Pagu i zrobieniu zakupów wróciliśmy na bazę. Reszta ekipy po południu pojechała jeszcze na naszą znajomą z pierwszego dnia plażę posnorkować, a ja zostałem w tym czasie w domu ze śpiącym Wojtkiem. Wieczór w sumie bez historii. Lokalna floraWojtek czasem trochę przesadzał z KarlovaczkoCzwartek, dnia tuż po południu dostajemy cynk, że samochód jest do odbioru. Fasola udaje się ze mną na Pag po raz (jego) piąty. W tym czasie w ich aucie zapala się kontrolka od naprawianego tuż przed wakacjami ad-blue… Słodko. Ale nic to. Jakoś sobie poradzimy. Podczas drogi z powrotem, mając świadomość że raczej jest to nasza ostatnia wizyta na wyspie, wysiadamy przy fortyfikacjach przy moście i robimy zdjęcia. Widoczność jest doskonała, krajobrazy wokół świetne. Paski MostWieczorem pojechaliśmy jeszcze do Zadaru. Zabrałem dzieciaki na obiecaną wystawę pająków, potem idziemy podziwiać zachód słońca z dzwonnicy katedry św. Anastazji, a następnie po prostu dajemy się ponieść magii wieczornych zadarskich uliczek. Był to zdecydowanie najfajniejszy spacer po tym mieście. Tym razem zrobiło ono na nas zdecydowanie lepsze wrażenie i odkryliśmy sporo zaułków, które wcześniej nam umknęły. Usatysfakcjonowani wróciliśmy na nocleg. Śpiące dzieciaki znów trzeba było wyciągać z samochodów. Zadar - zachód słońca z wieży Katedry św. AnastazjiZadar - zachód słońca z wieży Katedry św. AnastazjiI już po zejściuPiątek, ranek to szybkie pakowanie i wyjazd na plażę. Długo się zastanawialiśmy czy nie wrócić na Beritnicę. Zdecydowaliśmy jednak, że nie chce nam się jechać aż tak daleko. Wybieramy jedną z małych plaż nieopodal wioski Vrsi, całkiem blisko naszej bazy. Ostatnie kilkaset metrów dojazdu do parkingu wiedzie po szutrze, Fasole pojechali, my odpuściliśmy. Końcowe metry tak czy inaczej trzeba jednak pokonać w okolicach VrsiPlaża w okolicach VrsiPlaża w okolicach Vrsi... i upalny piknik po plażowaniuSama plaża okazuje się malutka, ale bardzo urokliwa. Wieńczy wąską, kameralną zatoczkę. Snorkowanie tam to była prawdziwa petarda. Fantastyczne życie podwodne, dużo porośniętych skał, kolorowe ryby, kraby, czad. Po chwili biorę Wojtka na ręce i ruszam wysokim brzegiem morza na zachód w kierunku kolejnej zatoki. Fasola towarzyszy mi płynąc na supie. I tak sobie suniemy kilkaset metrów – ja z Wojtkiem na rękch ścieżką po skałach a Fas wodą. Wokół nas kapitalna przyroda, nieskazitelny Adriatyk a w tle Welebit. Coś pięknego. Do sąsiedniej zatoki z większą plażą jednak nie dotarliśmy, było za daleko, po niespełna kilometrze wróciliśmy do naszej zatoczki. Jednak godzinę później powtórzyłem całą operację w drugą stronę. Miałęm okazję zrobić Fasoli i dzieciakom, które zabrał na supa, kilka fajnych zdjęć. Był to bardzo upalny dzień i wczesnym popołudniem zdecydowaliśmy się na odwrót. Był jeszcze pomysł na eksplorowanie sąsiedniej plaży i charakterystycznej wysepki z kościołem, ale z powodu upału zwyczajnie odpuściliśmy. Zrobiliśmy krótki piknik w jednym z nielicznych zacienionych miejsc i pojechaliśmy na bazę. Późnym popołudniem, mając świadomość że jest to ostatnia okazja, chciałem wyskoczyć na kilka godzin w Welebit, mając upatrzony krótki szlak na widokową Anicę Kuk. Kiedy Alicja poszła spać z Wojtkiem, a starsze dzieci bawiły się w basenie, zacząłem się pakować. I mniej więcej w tym samym momencie zaczęło grzmieć a góry przykryły chmury. Cóż… nie pisany mi Welebit. Pewnie gdyby nie awaria koła to znalazłbym czas na wyskoczenie w gory. A tak… będzie jeszcze kiedyś okazja. Następny dzień z kolei to już półmetek naszego urlopu i przenosiny dalej na południe z okolicę Splitu i Omisza. Sobota, kolejnym pakowaniu – nie wiem dlaczego sami sobie to robimy tyle razy – pojechaliśmy jeszcze odwiedzić punkt widokowy and kanionem rzeki Zrmanja, który znajdował się jakieś 20 min drogi od nas. Miejsce jest ciekawe, ładne krajobrazowo, aż szkoda że nie mieliśmy możliwości pospacerować nieco dłużej krawędzią kanionu. Plan na resztę dnia był jednak napięty, gdyż zakładał zwiedzanie po drodze Szybenika i Primosztenu. Kanion rzeki ZrmanjaSzybenikW tym pierwszym mieście byliśmy już 7 lat temu i nie mieliśmy z Alicją najlepszych wspomnień – pamiętaliśmy strasznie obskurne bloki bardziej niż piękno katedry. Być może było to efektem tego, że odwiedziliśmy to miasto wracając już do Polski bezpośrednio z Dubrownika, a przecież każde miasto zwiedzane po Dubrowniku wypadnie blado. Ale czasem trzeba w jakieś miejsce powrócić żeby móc ugruntować swoją opinię lub zmienić zdanie. Tym razem to była zdecydowanie ta druga opcja. Szybenik pokazał nam swoje fajniejsze oblicze. To był naprawdę urokliwy spacer. Stara część miasta wydała nam się zwarta, ładna, spójna i przyjemnie się po niej spacerowało. Na płatne zwiedzanie katedry również poszliśmy. SzybenikSklepienie chrzcielnicy Katedry w Szybeniku to prawdziwy majstersztyk Juraja DalmatinacaSzybenikSzybenikPo wyjechaniu z Szybenika nie wjechaliśmy z powrotem na autostradę, lecz kontynuowaliśmy podróż starą Jadranką. Ten odcinek był naprawdę efektowny i przyjemnie się nim jechało. Co za kontrast w porównaniu do surowych krajobrazów Pagu chociażby. O samym Primosztenie słyszałem, że jest to jedna z perełek chorwackiego wybrzeża i punkt konieczny do zobaczenia. Gdzieś również widziałem porównania np do Rovinja, z racji położenia na półwyspie o charakterystycznym owalnym kształcie. Hmmm. Być może na Primoszten nie mieliśmy wystarczająco dużo czasu, ale na mnie jakiegoś ogromnego wrażenia nie zrobił. Ciekawy był widok z cmentarza położonego na wzgórzu, ładne były domy umiejscowione nad samą wodą, ale przede wszystkim Primoszten jest przemalutki. Ma się wrażenie, że można go „zlatać” w dosłownie 15 minut. Co zapamiętamy pozytywnie to lodziarza, który tworzył dla dzieciaków ze zwykłych lodów gałkowych i wafelków prawdziwe perełki – koguciki i inne tego typu rzeczy. Tuż przy głównej bramie. Primosztenie jedliśmy za to bardzo dobre i wcale nie tak drogie owoce morza. Po wyjeździe z miasteczka już solidnie zmęczeni kontynuowaliśmy drogę w kierunku Trogiru i Splitu. Kiedy jechaliśmy przez to ostatnie miasto w naszej głowie narodziły się wątpliwości, nawigacja pokazywała mniej niż 10km do celu (miejscowość Srinjine) a my nadal byliśmy w nieciekawych przedmieściach. Obawy okazały się jednak płonne gdyż po chwili wjechaliśmy w góry i sama miejscowość jak i kwatera okazały się, jak na nasze potrzeby, fantastyczna. Wieczór spędziliśmy, a jakże, na odkrywaniu zalet nowego miejsca, rozpakowywaniu się i piciu wina. Niedziela, a wieczorem wycieczka do Omisza – to był prosty plan na dzień następny. Pojechaliśmy na plażę do Stanići – no i cóż można powiedzieć – było sympatycznie, ale żeby jakiś hit to był to nie. Snorkowanie skromne, trochę bujniejsze życie pod skałami. Z małym niedosytem zawinęliśmy się do bazy. Na plaży w StanićiNa plaży w StanićiPo posiłku i ochłodzeniu się, kiedy temperatura zaczynała spadać, pojechaliśmy do Omisza. Planem było wejście na Forticę położoną 300m w pionie nad miastem. Poszliśmy wszyscy, najmłodsze dzieciaki w nosidłach, reszta samodzielnie. Pomimo dość późnej pory - zaczęliśmy podejście przed 19-tą, pot dosłownie się z nas lał. Kilkanaście kilogramów na plecach i strome podejście w temparaturze powyżej 30 stopni jest świetną kombinacją. Na górę dotarliśmy po niespełna godzinie. Okazało się, że mamy dosłownie 10 minut na zwiedzanie, gdyż niedługo zamykali. Podziwiamy widoki na adriatyckie wybrzeże, góry Mosor oraz omiski port. Z wieży były naprawdę fajne widoki. Podejście na ForticęMasyr gór Mosor widziany z podejścia na ForticęWidok na Omiską Dinarę ze szczytem Kula (chyba)Na najwyższej wieży Schodziliśmy nieco naokoło, na drugą stronę, aby uniknąć stromego pokonywania zbocza w dół. Szlak był faktycznie trochę łągodniejszy, ale dłuższy i żmudny. Do Omisza schodzimy kiedy zaczynało się robić mocno ciemno. Ależ tłumy wyległy wtedy na ulice! Odpuściliśmy dłuższe zwiedzanie miasteczka, zrobiliśmy krótki spacer w stronę samochodów i zjechaliśmy na bazę. Wieczorne zejście do OmiszaPoniedziałek, kolejnego rankiem w planach miałem samotną wycieczkę górską. Chciałem jechać w Biokovo i najchętniej wejść na Sv. Ilija, jednak Alicji nie uśmiechało się zajmować wszystkimi dzieciakami przez bite pół dnia. Postawiłem na bliższy i krótszy cel – szczyt Sv. Jure (Kozik), górujący nad wschodnią częścią Mosoru, piękny szczyt, który dokładnie mogliśmy obejrzeć z podejścia na Forticę. Byłem uzbrojony w dokładną mapę turystyczną Omiskiej Dinary także nie przeczuwałem większych problemów orientacyjnych. Zebrałem się szybko przed 5 rano obiecując że na 9 będę z powrotem. Alicja tylko się uśmiechnęła i skwitowała „no zobaczymy”. Starałem się zostawić auto jak najwyżej ale jednocześnie nie wjeżdżać w miejsca skąd wyjazd mógłby być utrudniony. W rezultacie parkuję w miejscowości Gata przy głównej drodze. Idę w górę przez wioskę i nic nie wskazuje dalszych problemów. Niestety, okazało się że oznakowanie we wsi woła o pomstę do nieba. Widzę wysoko nad sobą Kościółek Św. Iwana i wiem że najpierw muszę tam dotrzeć. Mogę iść regularnymi ulicami – mocno naokoło, lub próbować trzymać się szlaku. Wybrałem tę drugą opcję co było dużym błędem. Motałem się w te i we wte szukając szlaku czy śladów ścieżek, darłem przez jakieś ostre krzaczory itp. Kwintesencja bałkańskiej górskiej przygody. W pewnym momencie będąc już mocno zniechęcony i zastanawiając się czy nie zawijać się do domu do chłodnego basenu, wychodzę do położonej nieco wyżej opustoszałej wioski i idąc między zagrodami spotykam starszego pana pielącego poletko. „Sveti Ivan? Crkva? Sveti Jure?” – pytam pokazując kierunek kościoła a potem szczytu. Pan potwierdza, a kiedy chciałem odejść mówi do mnie głośno: „Pas! Pas!” Zastanawiam się gorączkowo o co może chodzić, ale nic mi nie przychodzi do głowy. I wtedy pan zaczyna szczekać. No tak! Oczywiste, jaki ciemny jestem! No to jak wyżej są jakieś duże pasterskie psy to mam po wycieczce. Idę wyżej i skręcam w lewo w miejscu wskazanym przez pana. Szlak zresztą tak prowadzi. Już z daleka słyszę ujadanie burków. Siadam wściekły na kamieniu. Nie lubię dużych psów i nie mam z nimi doświadczenia. Nie wiem do końca jak się zachować i nie umiem odczytać ich zachowania. Szlag, chyba mam po wycieczce. Wyciągam wodę i myślę co robić dalej skłaniając się ku odwrotowi. Zresztą, robiłem półtorej godziny 200m w pionie. Powinienem był to zrobić w 15 minut. Mam mało żarcia, nie za dużo picia, myślałem że będzie to szybka akcja a jest 6:30, na szczyt mam 800m w pionie. Do tego mało snu i sporo wina dzień wcześniej. Czuję się słaby i niechęcony. Chcę podnieść tyłek i zawrócić, a w tym momencie ujadanie zbliża się a po chwili widzę pasterza z kilkunastoma krowami, właściciela psów. Chyba nie miałem zbyt pewnej siebie miny bo mówi, że spokojnie, on przywoła psy i mogę iść. No dobra, to już głupio zawrócić. Idę. Okazało się, że kawałek dalej są kolejne burki, jeszcze większe, na szczęście uwiązane. Bez przeszkód docieram do kościółka. Stamtąd szlak miał się piąć już stromo w górę, ale obawiałem się że jeśli oznakowanie jest takie jak na dole to nie ma szans. Na szczęście oznakowanie było wyżej perfekcyjne. Mijam szlakowskaz „Sv. Jure 3h” i myślę sobie grubo. Za 3h najwyżej to ja muszę być koło samochodu. Czy to możliwe?Wyżej pojawiły się widoki na wybrzeże, Omisz oraz BraczCharakter grani z tymi krasowymi skałkami i ostrą roślinnością nie jest zbyt wyodny do chodzeniaWidok na południowy wschód, Biokowo widać ledwo ledwo, szkodaZaczynam strome jak szlag podejście stokami gór Mosor. Wedle mapy powinienem najpierw iść w górę delikatnie trawersując zbocze na zachód, następnie przewinąć się przez mało wybitne żebro, skręcić w prawo pod kątem prostym, podejść jeszcze jakieś 200m w pionie i tam szlak się rozwidlał. W lewo dalszy trawers w stronę wierzchołka, w prawo na grań ale dużo dalej od szczytu. Mocniej nacisnąłem kijki i podkręciłem tempo. Teren był mało przyjazny, ale szedłem szybko. Po kilkunastu minutach pot z kompletnie przemoczonego daszka czapki zaczął miarowo kapać przed moją twarzą. Otwierały się na południe coraz szersze widoki na otoczenie Omisza, port, Forticę, wyspę Bracz. Po niespełna godzinie byłem w miejscu, gdzie powinno być rozwidlenie szlaków. Ale żadnego rozwidlenia nie było. Porządnie oznakowany był jedynie szlak na grań, daleko od wierzchołka. To mnie trochę podłamało – droga będzie przez to dłuższa. W godzinę od kościółka osiągnąłem grań. Tutaj ścieżka zmieniła swój charakter – grań tworzyły syfiaste krasowe skałki, ostre jak cholera, pełne dziur, poprzetykane równie ostrą roślinnością. Ech. Wychodzę na pierwsze spiętrzenie i wątpliwości rosną. Nawet nie widzę wierzchołka Sv. Jure... Według mapy to jest ok. kilometra takiej grani. Do tego widoczność jest słaba – niestety mam pecha. Góry są mocno zamglone, Biokowo ledwo majaczy na horyzoncie. Widok w stronę Splitu i najwyższego szczytu pasma – Velikiego Kabala, pewnie jest lepszy bo ze słońcem. Dobra, i tak się spóźnię. Idę. Zbieram się jeszcze raz i w dwadzieścia minut staję na wierzchołku. A jednak wszedłem. Kaplica na szczycie Sv Jure (Kozika)Ze szczytu na Omisz i okolicęDalsza część grani w kierunku Velikiego Kabala zachęcała wręcz do wędrówkiPunkt 8 rano, słońce już wściekle piecze. Dzwonię głośno przykościelnym dzwonem. Otwieram puszkę szczytową i wyciągam zeszyt. Niezbyt dużo ludzi tu łazi. Ostatni Polacy – pod koniec maja. Widok w stronę Splitu – takie sobie, zamglenie. Ale dalsza część grani w stronę Velikiego Kabala wygląda kapitalnie. Aż by się chciało pójść dalej. Na szczycie siedzę kwadrans. Następnie zaczynam szybkie zejście. Odcinek graniowy jest mega upierdliwy, kiedy osiągam punkt zejścia na południowe stoki to mocno przyspieszam. W ciągu niespełna godziny jestem znów przy kościółku na dole – także zamiast 3h w górę szedłem 2h50 w obie strony z 15 minutami na szczycie. Zastanawiam się czy psy wróciły już z pastwiska, okazuje się że tak, ale dość spokojnie przechodzę między nimi i nic się nie dzieje. Może nie jest to takie trudne? Zastanawiam się którędy do samochodu ale zdecydowałem się trzymać normalnych asfaltowych ulic. I do auta zbiegłem w 15 minut. Dlaczego nie zrobiłem tak rano? Kilka minut przed 10-tą melduję się na bazie. Dziewczyny przygotowywały tego dnia takiego grilla, że klękajcie narody. Posiadówa trwała całe popołudnie. W międzyczasie miałem jeszcze wyskoczyć z Wojtkiem w wózku do oddalonego o jakieś 800m sklepu. Po drodze świetnie było widać wierzchołek Sv. Jure. Jak można by było być tam teraz, kilka godzin później, w o wiele wyższej temperaturze? Nie wiem. W tym skwarze dla mnie wizyta w sklepie była wyzwaniem. Wieczorem jedziemy na spokojny wieczorny spacer po Omiszu. Na miejscu jednak się okazuje, że ludzi jest tyle, że chodzenie po starej części miasta naprawdę sprawia problem. Wypiliśmy tylko rytualną kawę i zjedliśmy pyszne ciastka w kameralnej cukierni po czym poszliśmy na spacer na główki portowe, gdzie było sporo spokojniej. W Omiszu zaserwowano nam naprawdę niezłe słodkościSpacer po główce portu w OmiszuSpacer po główce portu w OmiszuSpacer po główce portu w OmiszuWtorek, był naszym celem na dzień następny. Już od rana było czuć, że upał ani myśli odpuścić. Znaliśmy to miasto z wizyty sprzed siedmiu lat, kiedy to zrobiło na nas duże wrażenie. I w pełni się to potwierdziło. Trogir jest naprawdę sympatyczny, zadbany, ma masę pięknych zaułków. Co prawda na głównych placach miasta było bardzo dużo ludzi, ale po raz kolejny daliśmy ponieść się wąskim uliczkom i kamiennym domom. Po półgodzinnej powolnej włóczędze dotarliśmy pod Twierdzę Kamerlengo, którą pamiętaliśmy z Alicją z poprzedniej wizyty. Fasole zabrali starsze dzieci i poszli zwiedzać obiekt, my natomiast z najmłodszymi poszliśmy pokręcić się w okolicach Rivy. Jest ona naprawdę bardzo efektowna, a spacer był czystą przyjemnością. TrogirTrogirTrogir - wieża zegarowaTrogirTrogirTrogir - RivaTrogir - RivaTrogirPo skończeniu zwiedzania miasta kolejnym krokiem miało być przejechanie na wyspę Ciovo na wcześniej upatrzoną plażę w okolicach miejscowości Okrug Donji. Mieliśmy nadzieję na fajny teren do snorkowania w skałkach, ale znów się trochę zawiedliśmy. Może nie potrafimy szukać? Było średnio, nie zagrzaliśmy długo miejsca na tej plaży, wczesnym popołudniem byliśmy już w domu. Dnia kolejnego chcieliśmy pojechać na plażę, która wreszcie spełni nasze południu ruszyliśmy za Makarską uzbrojeni w wiedzę jak zejść z Kauflandu do plaży Nugal. Z tego co kojarzę była to pierwotnie plaża dla naturystów, teraz jest podzielona pół na pół. Samo dojście do plaży dość kłopotliwe z małymi dziećmi, zwłaszcza na odcinku „przez płot”, następnie prowadzące przepiękną ścieżką ponad klifami. Ta ścieżka była zdecydowanie bardziej urokliwa niż sama plaża. W drodze na Makarską Riwierę Najciekawszym w plaży Nugal było samo dotarcie do niejWidoki na Adriatyk, Góry Biokowo, Półwysep Peljeszac, Hvar i okolice – cudo. Sama plaża – średnio. Do snorkowania - słabo, nie za wiele się tam działo pod wodą, ludzi strasznie dużo, w tym sporo małolatów palących szlugi i puszczających muzykę, każdy swoją. Posiedzieliśmy godzinę i odpuściliśmy. Aaaa, nie wspomniałem. Nie pamiętałem jakie z Jadranki są fantastyczne widoki na Riwierę Makarską, prawdziwa petarda. Warto było się zatrzymać i porobić zdjęcia. Czwartek, następny miał być ostatnim – niestety – podczas którego robiliśmy sensowną wycieczkę. Postanowiliśmy płynąć na wyspę Bracz i zaplanowaliśmy tam sobie kilka punktów do zobaczenia. Zdawałem sobie sprawę, że to może być ciężki dzień dla dzieciaków, bo najpierw samochodem do Splitu, potem prom, następnie intensywne zwiedzanie na wyspie i to samo w drugą stronę, ale – niech tam, w końcu jesteśmy na urlopie. Zbieranie rano nie należało do tych najłatwiejszych (gdzie jest smoczeeeeeek???!!!!) i niezłym fartem zdążyliśmy na prom do Splitu. Na następny przyszło by czekać półtorj godziny. Po Cresie i Loszinju 12 lat temu oraz Hvarze i Korczuli 7 late temu, odwiedzamy kolejną adriatycką wyspę. Sam rejs trwał niespełna godzinę, szybko zleciało i ani się obejrzeliśmy a już spacerowaliśmy po pięknym kameralnym Supetarze. Ależ spokój... Ależ pięknie. Jednak wyspy mają swój klimat... Jak nam się ten Supetar podobał – szczególnie okolice kościoła i nabrzeża. Można było by tam chodzić i chodzić. SupetarSupetarSupetarSupetarSupetarSupetarAle inne atrakcje również na nas czekały. Z Supetaru pojechaliśmy na punkt widokowy na Vidovej Gorze. Widok stamtąd to prawdziwa pe-tar-da. Widoczność tego dnia była wyśmienita. Na wyciągnięcie ręki mieliśmy Hvar z rozczłonkowanym półwyspem Kabal oraz najwyższym szczytem Sv. Nikola, na którym z Alicją byliśmy 7 lat wcześniej. Dalej Peljeszac ze szczytem Sv. Ilija, na którym niestety nas nie było. Po prawej wyspa Vis i jeszcze jakieś wysepki. A po lewej na ostatnim planie to nawet nie wiem co to było. Mljet chyba jest za płaski. Lastovo? Po lewej piękne wybrzeże kontynentalne, Biokowo. Wydaje mi się, że rozpoznałem również masyw Dinary z najwyższym szczytem Chorwacji – Sinjalem. Widok z Vidowej Gory Vidova GoraWidok na HvarChłonęliśmy ten widok i śmigaliśmy z aparatami dłuższą chwilę. Zdecydowanie jest to punkt obowiązkowy na Braczu. Z góry patrzyliśmy ponadto na Zlatni Rat i toczyliśmy burzliwą dyskusję „czy warto?” Wszyscy twierdzili, że „pewnie nie”, ale „w sumie jak już jesteśmy tu..”. Tak czy inaczej chcieliśmy pojechać do Bolu, tylko zastanawialiśmy się czy chcemy iść na plażę przy klasztorze św. Dominika czy jednak na ten Zlatni Rat pojechać. No i w końcu pojechaliśmy. Zlatni Rat - zbliżamy sięNo więc – z plaży jest całkiem ładny widok. W kamykach jest pełno muszelek, fajnie było pozbierać. I to tyle z plusów Złotego Rogu. Nazywanie tej plaży najpiękniejszą w Chorwacji jest nieporozumieniem, ale wiadomo, że pieniądze są pieniędzmi i reklamę trzeba robić. Ogólnie jedno z tych miejsc gdzie się było, wyrobiło sobie opinię i nigdy się nie wróci. Nie był to jednak koniec naszego szwendania po wyspie. Z Bolu obraliśmy kurs na północ i pojechaliśmy do Pucziszci. Ta miejscowość, położona nad głęboko wciętą wąską zatoką (minimalnie mi to Stari Grad na Hvarze przypominało. A może Jelsę... już nie pamiętam sam) od razu przypadła nam do gustu. Wspaniale było po niej pospacerować. Lekkim zgrzytem było to jak nas chciał lodziarz orżnąć na wielkości gałki, ale niech tam. Potem wypiliśmy w innym miejscu pyszną kawę. Pucziszća jest super. W drodze powrotnej do Supetaru mijaliśmy jeszcze Postirę, ale już się nie zatrzymywaliśmy. Ten dzień i tak nieźle był przeładowany promemPiątek, drugiego tygodnia urlopu to już czas pakowania. Zaczęło się rano silnym wiatrem i deszczem. Hmmmm, ciekawa odmiana, odzwyczailiśmy się. Po deszczu mieliśmy jechać na zwiedzanie Splitu, które trochę odwlekaliśmy w czasie. I w końcu pojechaliśmy po deszczu, ale tak późno, że chyba w międzyczasie wpadli na ten sam pomysł wszyscy ludzie w promieniu 50km. Dodatkowo w mieście miał akurat miejsce jakiś popularny festiwal muzyczny. Wewnątrz murów Pałacu Dioklecjana ludzi było tak dużo, że zwiedzanie nie miało najmniejszego sensu. Szkoda... stracony dzień. Co prawda wszyscy już wcześniej w Splicie byliśmy, ale lepiej już było czilować z winem na bazie niż tracić czas. Trzeba było wygospodarować wcześniej jakiś wieczór na spacer po tym mieście. Sobota, sobotę wyjeżdżamy o 5 rano bo chcemy uniknąć korków na autostradach oraz kolejki na granicy. Nadal bardzo mocno wiało, w okolicy Welebitu trudno mi wysiąść z samochodu, a Fasole jadący przodem widzieli jak komuś wyjeżdżającemu z tunelu Sveti Rok zerwało pokrywę boksa dachowego. Było naprawdę czujnie. Po wyjeździe z Chorwacji nieco się uspokoiło. Po drodze zwiedzaliśmy jeszcze słoweński Ptuj, gdzie jedliśmy pyszną pizzę i weszliśmy sobie na wzgórze zamkowe. PtujFasole tu też mają ładne zdjęcie PtujPtujPtujPotem pojechaliśmy jeszcze po wino do naszej winnicy z pierwszego noclegu – było tak dobre, że nie mogliśmy się powstrzymać i wzięliśmy odpowiedni zapas. Dalsza jazda była bardzo mocno nużąca. Na nocleg w Czechach dojeżdżamy po 870km i 14h jazdy brutto. Podziwiam dzieciaki, że zniosły to tak dobrze. Ja w pewnym momencie przed Wiedniem miałem taki kryzys, że przyjąłem 3 espresso na jednym MOPie aby móc jechać dalej. Następnego dnia mieliśmy być już w domu...Niedziela, ruszyliśmy w kierunku Polski chcieliśmy jeszcze coś sobie obejrzeć w okolicy. Pierwotnym planem był Mikulov, jednak najpierw podjechaliśmy do Lednic pod pałac, po czym stwierdzając że dzieci śpią i nie chcemy ich budzić, ruszyliśmy w stronę Ołomuńca. W mieście tym mieliśmy chwilę pospacerować, odpić rytualną kawę i ruszyć dalej. Miasto okazało się jednak tak urokliwe i interesujące, że spędziliśmy w nim chyba z 5 godzin. Centrum Ołomuńca jest zbudowane z dużym rozmachem i zawiera perełki architektury, szerokie miejskie place i bardziej kameralne zaułki. I jest naprawdę duże. Ołomuniec - Kolumna Maryjna (na Dolnym Rynku jest podobna ale mniejsza) jest chyba najbardziej charakterystycznym punktem miasta. Niestety, jest trochę zaniedbana, odczyszczenie by się przydałoOłomuniec jest ponoć mocno pro-LGBTOłomuniec - Górny RynekOłomuniec - Górny RynekOłomuniec - Górny RynekOłomuniec - Górny RynekOłomuniec - Górny RynekOłomuniec - Górny RynekOłomuniec - idziemy w stronę katedryOłomuniec - katedraOłomuniec - ogród botaniczny nad MorawąZ Górnego Rynku pod katedrę, następnie przez obiekty diecezjalne i ogrody, przez ogród botaniczny po Rynek Dolny – taka mniej więcej była nasza trasa i był to kawał drogi. Ołomuniec nieoczekiwanie stał się odkryciem wyjazdu i jednym z najfajniejszych punktów. Zwłaszcza, że był totalnie inny od tego do czego się przyzwyczailiśmy przez poprzednie 2 tygodnie. Wczesnym wieczorem byliśmy już w domu i kolejna przygoda się skończyła. Nasze dzieci są super do podróżowania. Nasi Przyjaciele sprawiają że jest ciekawiej do kwadratu i weselej do sześcianu i zawsze możemy na nich liczyć choćby nie wiem co, a moja Żona jest najcudowniejsza na świecie. Byliśmy trzeci raz w Chorwacji i wydaje mi się, że na razie mamy dosyć. Są już pewne pomysły na następny rok. A ten wyjazd? Uważam, że jak na wyjazd z takimi maluchami to było super intensywnie i naprawdę dużo zrobiliśmy. Jestem bardzo zadowolony. Mam nadzieję, że reszta przywiozła do domu same pozytywne wspomnienia. _________________'Tatusiu, zostań w samochodzie, a my zobaczymy gdzie zaczyna się nasz szlak.'
Co warto zobaczyć? Atrakcje miasta i okolice. Oceń jako pierwszy! Wystaw ocenę Trogir w ChorwacjiSzukasz informacji o Trogir w Chorwacji? Zobacz na mapie jakie atrakcje turystyczne czekają na Ciebie w okolicy Trogir. Sprawdź w jakiej odległości od plaży znajduje się Trogir co zobaczyć w Chorwacji oraz gdzie znaleźć dobre noclegi nad morzem w Chorwacji za rozsądną miejscowości Trogir w Chorwacji Wśród pereł morskiej Chorwacji wyróżnia się kamienny klejnot – Trogir. Greckie, weneckie, tureckie i francuskie aspiracje do posiadania tej starej iliryjskiej osady pozostawiły po sobie najpiękniejsze kształty w postaci smukłych murów, drewnianych wrót miejskich, które wytrzymały już pięćset lat, twierdzy Kamerlengo, obronnej baszty św. Marka oraz wysokich kościelnych dzwonnic. 24 wieki ozdobiły ornamentami różnych stylów artystycznych romańsko-gotycki Trogir, któremu UNESCO nadało status zabytku światowej klasy. Okolice Riwiery TrogirRiwiera Trogir jako jedna z top destynacji Adriatyku jest unikalną opowieścią dalmatyńskiego wybrzeża. Wąskie ulice i miejskie kale, w których zgubicie się poszukując nowych motywów Waszych fotografii i wspomnień, znajdują się w samym centrum miasta i skrywają wiele tajemnic. A dużo legend, które dopiero trzeba odkryć, czeka właśnie na Was. Zarezerwujcie zakwaterowanie w Trogirze lub w jednym z sąsiednich miasteczek, abyście mogli poczuć czar Riwiery Trogirskiej. W ofercie prywatnego zakwaterowania znajdziecie ponad 300 apartamentów i pokoi, ale także willi i domów. Wyspa Čiovo znajduje się tuż obok. Tam również możecie znaleźć apartamenty w dobrych cenach z naszej bogatej oferty. Gdy powoli przejeżdza się przez Riwerę Trogir ukazują się nam małe miejscowości nad morzem, idealne na idyliczny wypoczynek, a tuż za nimi znajduje się perełka listy światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO - miasto Trogir. Riwiera Trogir jest miejscem nie tylko dla miłośników spokojnego, rodzinnego wypoczynku, ale także, ze swoimi czterema przystaniami, jest atrakcyjna dla żeglarzy, którzy mogą odkrywać jej okoliczne turystyczny DalmacjaDalmacja jest wyjątkowo sporym regionem dlatego też dzieli się ją na Północną, Środkową i Południową Dalmację. Niezależnie od jej położenia geograficznego, dla każdej cześci Dalmacji charakterystyczne są długie żwirkowe i piaszczyste plaże oraz niewielka odległość do najpopularniejszych wysp takich jak Brač, Hvar, Korčula, Vis czy Ugljan, Pašman i Kornati. Zakwaterowanie w Dalmacji oparte jest głównie o prywatne kwatery jak apartamenty i pokoje oraz ville i domki letniskowe. W większych miasteczkach często będziecie mieć okazję znaleźć studio apartamenty, a dwupokojowe apartamenty idealne dla rodzin z dzieći znajdować się będą blisko plaży i na wyspach. Zarezerwujcie zakwaterowanie w Dalmacji i skosztujcie dalmatyńskiego trybu życi, o którym marzy każdy gość. Dalmacja jest największym chorwackim regionem turystycznym z archipelagiem liczącym 926 wysp, wysepek, skał i raf. Kamienne labirynty suchej zabudowy w licznych winnicach i gajach oliwnych przeprowadzą Państwa przez wszystkie trzy regiony - Dalmację Północną, Środkową i Południową. W każdym czeka na Państwa unikalne dziedzictwo kulturowe miast śródziemnomorskich oraz różność dziewiczej przyrody.
Split, jedno z największych miast w Chorwacji, to duma Dalmacji. Wielowiekowe zabytki, kręte, wąskie uliczki, portowa promenada i słoneczna aura sprawiają, że turyści chętnie tu przybywają. Co warto zobaczyć i czemu poświęcić czas, zwiedzając w mieście? Jakie są najlepsze atrakcje Splitu? Zwiedzanie Splitu Split co zobaczyć? Witajcie w Splicie! Jak zwiedzać Split? Miasteczko posiada małe ale bardzo ciekawe stare miasto, najważniejsze atrakcje Splitu rozsiane są właśnie po tym małym uroczym centrum. Jednak nie wszystko jest w zasięgu spaceru, niektóre z atrakcji jak Salona czy wyspy Hvar, Brac lub Vis są trochę oddalone i potrzebujecie dodatkowego transportu oraz czasu na zwiedzenie tych miejsc. Obok starego miasta Splitu znajduje się jedna z najciekawszych atrakcji Splitu czyli wzgórze i park Marjan – znajdziecie tutaj pełno ciekawych miejsc, zieleni i doskonałych plaż z lazurową wodą! Warto udać się tutaj na trekking w Splicie. Zacznijmy więc listę najlepszych atrakcji w Splicie! Pałac Dioklecjana najbardziej znana atrakcja Splitu Bez wątpienia najważniejszą i najbardziej niezwykłą atrakcją Splitu jest wpisany na listę UNESCO Pałac Dioklecjana, wzniesiony na przełomie III i IV wieku. To miejsce, które na stałe wpisało się w tkankę miejską. Ogromna budowla, wzniesiona z białego kamienia i marmuru, pełniła dwie funkcje: letniej rezydencji władcy oraz bazy wojskowej. Cały kompleks zajmował powierzchnię prawie m2! Ze starożytnego zespołu zabudowań do dziś najlepiej zachowały się: katedra Świętego Domniona (dawne mauzoleum), dzieciniec – perystyl oraz podziemia pałacowe, które obecnie są wykorzystywane podczas festiwali, targów czy wydarzeń kulturalnych. Jako ciekawostkę dodamy, że pałacowe korytarze to dzisiejsze uliczki starówki, w których znajdują się kamienice zamieszkiwane przez około 3000 osób! To najlepiej obrazuje rozmach, z jakim wzniesiony został Pałac Dioklecjana. Katedra św. Domniona w Splicie najstarsza, działająca katedra w Europie Historia katedry Świętego Domniona (katedrala sv. Duje) sięga początków IV wieku. Wtedy wzniesiono najstarszą część budowli, pełniącą funkcję mauzoleum Dioklecjana. Ze starożytnego okresu pochodzą korynckie kolumny, które możecie zobaczyć wewnątrz świątyni. Budynek przejął rolę chrześcijańskiego kościoła dopiero pod koniec VII wieku, dzięki staraniom pierwszego arcybiskupa Splitu. Od tego czasu katedrę wielokrotnie przebudowywano, dlatego też zobaczycie tu elementy różnych stylów architektonicznych. Największe wrażenie robią romańskie, drewniane drzwi, prowadzące do wnętrza świątyni, ozdobione płaskorzeźbami przedstawiającymi sceny z życia Chrystusa. W środku katedry znajduje się skarbiec, w którym ukryte są relikwie świętego Domniona. Zwiedzając kościół skorzystajcie z okazji i wejdźcie na wieżę – roztacza się stąd malownicza panorama Splitu. Kościół św. Franciszka znany kościół w Splicie Kościół Świętego Franciszka to jedna z najbardziej rozpoznawalnych świątyń w Splicie. Jest zlokalizowany tuż przy fontannie w nadbrzeżnej części miasta (Rivie) i góruje ponad pozostałymi zabudowania gotycką wieżą. Wewnątrz świątyni zobaczycie XVI-wieczny krucyfiks oraz grobowce wybitnych, zasłużonych mieszkańców Splitu. Obok kościoła znajduje się budynek klasztorny z biblioteką, w której zgromadzono ponad 3000 książek, w tym prawdziwe, białe kruki, datowane na XVI wiek. Jeśli wybieracie się na spacer portowym nadbrzeżem, warto przy okazji zajrzeć do kościoła św. Franciszka. Port i nadmorska promenada miejsca spacerowe w Splicie Historia miasta, ze względu na jego położenie, związana jest z morzem. Nic dziwnego, że najważniejszą rolę w rozwoju Splitu odgrywał port. Dziś wyruszają z niego statki pasażerskie, zabierając turystów na pobliskie wyspy (Hvar, Korčulę), a także do Trogiru, Rijeki, Wenecji i Ankony. Wzdłuż nadbrzeża znajdziecie przyjemną trasę spacerową – Splitska Riva, ciągnącą się aż do pobliskiej góry Marjan. Wieczorami nadmorska promenada przemienia się w wypełnione szumem rozmów miejsce spotkań. Im bliżej starówki, tym więcej kawiarni i restauracji, które tętnią nocnym życiem. Koniecznie zajrzyjcie tu po zmroku – grana na żywo muzyka stwarza niepowtarzalny klimat! Vocni Trg miejsce spotkań w Splicie Vocni Trg zlokalizowany jest pomiędzy trzema zabytkami: barokowym pałacem rodu Milesi, wenecką wieżą oraz pomnikiem Marko Marulica, zwanego przez Chorwatów ojcem rodzimej literatury. Choć oficjalna nazwa placu to Trg Braće Radić, wśród mieszkańców Split znany jest jako Vocni Trg. Określenie wiąże się z historią miejsca – w dawnych czasach odbywał się tu targ, na który przybywali okoliczni handlarze, sprzedający kolorowe, soczyste owoce. Dziś Vocni Trg jest wypełniony kafejkami, restauracjami oraz lokalnymi sklepikami, przyciągającymi nie tylko mieszkańców miasta, ale i turystów, spragnionych lokalnych smaków. Zatrzymajcie się więc na chwilę, żeby rozkoszować się południowym słońcem i pięknem architektury. Deptak Marmontova najbardziej znana ulica w Splicie Ulica Marmontova to główny deptak Splitu, który oczaruje Was pięknem secesyjnej architektury. Nazwa została nadana na cześć Napoleona, który choć okupował miasto, to jednocześnie przyczynił się do modernizacji i rozkwitu stolicy Dalmacji. Przy deptaku Marmontova powstała biblioteka i czytelnia dla frankofilów oraz pierwsze kino w mieście. Dziś ulica pełni przede wszystkim rolę reprezentacyjną i rozrywkową – znajdziecie tu kafejki, sklepy oraz butki luksusowych marek. Zwróćcie uwagę na ciekawą fontannę Figa i Prija oraz znajdujący się w pobliżu targ rybny. Koniecznie zajrzyjcie również na zlokalizowany tuż obok Trg Republike – zjawiskowo piękny plac, dzięki któremu poczujecie klimat włoskiej Wenecji. Wzgórze i Park Marjan zielone tereny w Splicie Jeśli chcecie zrobić przerwę od zwiedzania zabytków i poszukujecie oazy zieleni, wybierzcie się do miejskiego parku Marjan. Jego centralną część stanowi niewielkie, bo mające 178 metrów wysokości, wzgórze. Roztacza się stąd malowniczy widok na okolicę – panoramę Splitu, pobliskie mariny z kołyszącymi się jachtami i turkus migoczącego w promieniach słońca Adriatyku. Miejsce jest popularne zwłaszcza wśród mieszkańców, którzy przychodzą do parku na spacery z psami, na jogging lub na spacery w cieniu drzew. W parku Marjan znajduje się ogród botaniczny, mini zoo i plac zabaw dla dzieci. To idealny pomysł na spędzenie leniwego popołudnia wśród chorwackiej przyrody. Salona antyczne ruiny w pobliżu Splitu Zaledwie kilka kilometrów od Splitu znajdują się ruiny starożytnej Salony. To jedno z najważniejszych stanowisk archeologicznych w Chorwacji. Pierwsze wzmianki o Salonie znaleziono w zapisach z II wieku Zobaczycie tu ruiny rzymskiego forum, amfiteatru, bazyliki, pozostałości systemu łaźni i term czy wczesnochrześcijańskiego cmentarza Manastirine. Teren jest rozległy, ale każde z miejsc oznaczono tabliczkami informacyjnymi, więc na pewno się nie zgubicie 😉 Weźcie pod uwagę, że ruiny antycznej Salony są na otwartej, nieosłoniętej przestrzeni (brak drzew), dlatego warto zaopatrzyć się w czapeczkę z daszkiem i mieć pod ręką coś do picia. Plaże Splitu wypoczynek nad brzegiem Adriatyku Jeśli planujecie zostać w Splicie na kilka dni, skorzystajcie z uroków wylegiwania się na pobliskich plażach i z orzeźwiających kąpieli w krystalicznie czystych wodach Adriatyku. Niespełna kilometr od starówki znajdziecie miejską, popularną plażę Bačvice. Ma dobrze przygotowaną infrastrukturą i jasny piasek, co należy do rzadkich widoków w Chorwacji – większość plaż jest żwirowo-kamienista. Jeśli szukacie bardziej ustronnych miejsc, zafundujcie sobie chwile relaksu na Kaštelet czy Kasjuni (obie plaże są kamieniste), położonych nieopodal wzgórza Marjan. W pobliżu Splitu macie do wyboru jeszcze: żwirowo-betonową, niewielką plaża Ovčice, żwirkową, przyjemną plażę Ježinac oraz położoną w spokojnej zatoce i w otoczeniu zieleni drzew plażę Firule. Wybór idealnego miejsca na wygrzewanie się w promieniach słońca, z szumem Adriatyku w tle, należy do Was! 😉 Mapa atrakcje Splitu Split co zobaczyć? 1) Pałac Dioklecjana 2) Sfinks 3) Katedra św. Domniona w Splicie 4) Kościół św. Franciszka 5) Port i nadmorska promenada w Splicie 6) Vocni Trg 7) Deptak Marmontova 8) Park Marjan 9) Plaże Splitu Bez względu na to, czy zdecydujecie się spędzić w Splicie kilka chwil czy kilka dni, miasto Was oczaruje. Jest idealnym kierunkiem na wymarzone wakacje – klimatyczne, wąskie uliczki usiane zabytkami, malownicze krajobrazy, słońce, czyste plaże i lazur Adriatyku. Odkryjcie więc piękno miasta, poznając najlepsze atrakcje Splitu. Zobacz także: 13 najlepsze atrakcje i Zadar. NAJPIĘKNIEJSZY zachód słońca! Co zobaczyć w Zadarze? Top 13: Co kupić w Chorwacji? Jakie pamiątki przywieźć? Czy Chorwacja jest droga czy tania, ceny w 2022? Zobacz także
3 wrzesień 2018, aktualizacja 1 lipiec 2022 Chorwacja - Trogir Zwiedzamy Chorwację - najpiękniejsze miejsca, plaże i atrakcje turystyczne Część #11 - Kemping Seget Trogir? Zamierzasz odwiedzić jedno z najpiękniejszych miast w Chorwacji? Dobrze trafiłeś. W niniejszej recenzji opowiemy Ci, gdzie się zatrzymać w pobliżu, jak dotrzeć do miasta i co koniecznie warto zobaczyć. Road Tripping Croatia Na camping Seget dotarliśmy późnym popołudniem wprost z zjawiskowego Mostaru w Bośni i Hercegowinie, który odwiedziliśmy zupełnie przypadkowo w drodze powrotnej z Kotoru w Czarnogórze. O atrakcjach Bośni i Hercegowiny jak i Czarnogóry piszemy w poprzednich relacjach naszej podróży samochodem po Bałkanach, a tymczasem słów kilka o bardzo fajnym kempingu położonym nad Adriatykiem. Gdzie nocowaliśmy? Do Chorwacji z Krakowa wybraliśmy się samochodem. Podczas wyprawy po Chorwacji nocowaliśmy na wielu campingach rozlokowanych wzdłuż wybrzeża Adriatyku, na campingu Seget, który zarezerwować możecie poprzez naszym zdaniem najlepszym cenowo portalu rezerwacyjnym. Łapcie 50zł zwrotu za nocleg, dzięki któremu otrzymacie aż 50zł zwrotu tuż po zrealizowaniu rezerwacji. Po przejściu na stronę w miejscu: "Miejsce, nazwa obiektu lub adres", wpiszcie: Camping Seget lub wybierzcie dowolny inny nocleg. Warto skorzystać na stronie z mapy rozmieszczenia noclegów, aby wybrać obiekt noclegowy położony możliwie najbliżej morza. Camping Seget Trogir - kilka słów o obiekcie i lokalizacji Po dotarciu na miejsce tradycyjnie bez jakiejkolwiek rezerwacji okazało się, że mamy raptem dwie szanse na nocleg na kempingu Seget. Jedną z nich była fajna parcela, ale niestety położona tuż przy głównej, bardzo głośnej ulicy, a druga to malutka parcela mieszcząca się pomiędzy dwoma namiotami czeskiego biura podróży. Z dwojga złego wybraliśmy tą drugą - mniejszą za to ulokowaną w głębi kempingu. Trogir - camping Seget Obsługa kempingu Seget była pomocna i bardzo miła. Po szybkich formalnościach wybraliśmy parcelę w niedalekiej odległości zarówno od morza jak i sanitariatów. Takie położone niezależnie od kempingu nam zawsze pasuję. Zwłaszcza, że podróżujemy z namiotem więc nie mamy natychmiastowego dostępu np. do toalety, tj. w przypadku podróży kamperem czy z przyczepą kempingową. Seget Trogir Camping Seget to nie duży kemping zlokalizowany 25km od Splitu i zaledwie 2 kilometry od przepięknego miasteczka Trogir, bezpośrednio przy malowniczej plaży. Panująca na kempingu kameralna atmosfera, można by rzec że wręcz rodzinna pozwoliła nam bardzo miło spędzić czas, poznać nowych ludzi, w tym naszych sąsiadów zza czeskiej granicy, a także spokojnie i bez pośpiechu odwiedzić spacerem perłę tegoż regionu. Parcele na campingu Seget mają różną powierzchnię i są numerowe. Każda z parcel ma możliwość przyłączenia się do sieci prądowej 230V. Podłoże jest piaszczyste z lekką domieszką kamyków. Gwoździe do przytroczenia namiotu nie są wymagane. Najlepsze parcele są w sektorze A, gdyż zlokalizowane są tuż przy plaży ciągnącej się wzdłuż kempingu, skąd można podziwiać piękny widok na archipelag. Parcele w strefie B, w której i my "mieszkaliśmy" znajdują się około 20 metrów od plaży, a najdalsza działka strefy B znajduje się 80m od plaży. Tutaj wszędzie jest blisko, gdyż kemping Seget jak już wspomnieliśmy jest nie dużym, ale fajnym chorwackim kempingiem! Seget kemping graniczy bezpośrednio z żwirową, nie wielką plażą, aczkolwiek dość klimatyczną z pięknymi widokami okolicy. Dojście na plażę odbywa się środkową alejką wprost przez zamykaną z racji bezpieczeństwa gości bramą. Teren kempingu jest ogrodzony i monitorowany. Nie ma jak śniadanko na świeżym powietrzu! Czas na sanitariaty, a te okazały się bardzo fajne, dość nowoczesne jak na kempingową infrastrukturę przystało w obecnych czasach, ale przede wszystkim bardzo czyste i higieniczne. Zawsze stawiamy na czystość i higienę, dlatego nasza ocena obiektu noclegowego w głównej mierze opiera się na sanitariatach i ich czystości. Na terenie kempingu znajduje się mini-market, a w jego niedalekim pobliżu restauracje serwujące dania kuchni Śródziemnomorskiej. Do dyspozycji jest także Wi-Fi, przyjemna restauracja, grill na świeżym powietrzu, pralka, lodówki kempingowe i wypożyczalnia łodzi. Zwierzęta są dozwolone. I to byłoby chyba na tyle :) Dlaczego wybraliśmy camping Seget? Po pierwsze jadąc w kierunku kempingu wprost z Bośni i Hercegowiny nie bardzo wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać po dotarciu na miejsce. Camping Seget co prawda posiadał dobre opinie w internecie z którymi zapoznaliśmy się podczas kolacji w Mostarze, a po drugie lokalizacja kempingu sprawiła, że to właśnie Seget stał się naszą kolejną bazą noclegowo-wypadową po okolicy w podróży samochodem do Chorwacji. Nie żałujemy wyboru, gdyż kemping jest bardzo fajny, a Trogir cu-do-wny :-) Plaża Trogir Plaża w pobliżu kempingu Seget to nie wielka, żwirowa plaża położona bezpośrednio przy obiekcie. Plaża jest dość malownicza, fajna, kameralna, wręcz idealna do rozłożenia plażowego ręcznika i nic nie robienia w przyjemnych okolicznościach przyrody. Camping Seget Trogir - plaża Jeden dzień zwiedzanie, jeden plażowanie :-) Urokliwa, niewielka plaża przy kempingu Seget Trogir - atrakcje uroczego chorwackiego miasteczka Trogir to bez wątpienia jedno z tych miast, które na długo zostają w pamięci i obowiązkowy przystanek każdego turysty pomiędzy Splitem a Szybenikiem. To portowe miasteczko o bogatej historii i tradycji zamieszkuję około 12tyś. mieszkańców. Położone jest na wybrzeżu Morza Adriatyckiego, w środkowej Dalmacji. Ścieżka prowadząca wzdłuż morza wprost do Trogiru Port jachtowy w pobliżu kempingu Seget Trogir połączony jest mostami, na południu z wyspą Ciovo a na północy ze stałym lądem. To absolutnie urokliwe, średniowiecznie miasto-muzeum na turystycznej mapie Chorwacji zostało wpisane w 1997 roku na listę Unesco. Jest idealnym przykładem średniowiecznej, dalmatyńskiej zabudowy z pięknie położonym zamkiem i wspaniałą Starówką. Trogir połączony jest mostami, od północy z lądem, od południa z wyspą Ciovo Do Trogiru wybraliśmy się spacerem wprost z kempingu Seget, oddalonego zaledwie 20 minut od miasta. Piesza wycieczka jest wyjątkowo przyjemna i malownicza bowiem ścieżka prowadzi niemalże cały czas wzdłuż morza, a w pewnym momencie przecina urodziwy port jachtowy Marina Baotić, w którym kołyszą się kolorowe łodzie i piękne katamarany. Tuż za portem należy kierować się cały czas prosto ulicą Kardinala Alojzija Stepinca, która doprowadzi Ci wprost do centrum Trogiru. Bardzo, ale to bardzo fajny spacer który mocno polecamy. Trogir - wieża św. Marka i twierdza Kamerlengo Do ścisłego centrum Starego Miasta Trogir polecamy wejść malowniczą kładką zlokalizowaną vis a vis parkingu Travarica (T1), zobacz lokalizację Trogir wejście na Starówkę i zaraz za mostkiem skierować się w prawo by dotrzeć do wieży św. Marka (Kula Sv. Marka). Trogir - wieża św. Marka Trogir - twierdza Kamerlengo Twierdza zachowała swój oryginalny wygląd Jest to bardzo ładnie zachowana XV wieczna obronna budowla, która niegdyś stanowiła część trogirskiego zamku twierdzy Kamerlengo. Razem stanowiły istotny element obrony miasta. Potężne mury o grubości około 3 metrów zapewniały ochronę przed atakami od strony morza, a w chwili obecnej cylindryczna budowla stanowi Dom Muzyki Dalmatyńskiej. Wejście płatne. Twierdza Kamerlengo to idealny punkt widokowy na miasto, wyspę Ciovo i góry Starówka Trogir Panorama okolicy z wieży trogirskiej twierdzy Spod wieży św. Marka już tylko dwa kroki do obronnej twierdzy, zlokalizowanej przy miejskiej promenadzie. Zamek Trogir Kamerlengo to XV wieczna okazała warownia. Warto poznać ją od środka, gdyż z górnych baszt obronnych roztacza się majestatyczny widok na miasto, promenadę i port, a na zamkowym dziedzińcu od czasu do czasu prezentowane są różne ciekawe wydarzenia. Trogir to portowe miasto z przepiękną, dalmacką starówką Magiczny Trogir z piękną promenadą i bajkowymi widokami Idealne miejsce by przenieść się myślami w czasy XIV i XV wieku. Na terenie obiektu dostępna jest toaleta. Wejście do twierdzy w Trogirze jest płatne około 15zł. Trogir - widokowa promenada i wyspa Ciovo Po wyjściu z twierdzy koniecznie należy pospacerować wspaniałym, szerokim i widokowym bulwarem wokół którego koncentruje się wieczorne życie miasta, aż do mostu prowadzącego na wyspę Ciovo - Ciovski Most. Promenada w Trogirze wysadzona palmami skupia wszystkie najważniejsze zabytki miasta i restauracje serwujące dania kuchni chorwackiej, a widoki po drodze są na prawdę zacne. Trogir to miasto zabytków, pałacy, kościołów i palm rosnących wzdłuż spacerowej promenady Spacerem po trogirskim bulwarze Trogir - kościół św. Dominika Zaraz za mostem skręć w prawo i przespaceruj się w stronę małego portu morskiego w pobliżu. Wejdź na jedną z kładek. Będziesz zachwycony gdyż rozciąga się stąd niezwykła wręcz panorama całego Trogiru z malowniczym zamkiem w tle. Koniecznie musisz tu dotrzeć :-) To idealne miejsce na panoramiczne zdjęcia niczym z trogirskich pocztówek. Trogirska starówka zapowiada się pysznie Wyśmienity widok z mostu na uroczy Trogir Panorama Trogiru z mostu na wyspę Ciovo Po chwili odpoczynku wróciliśmy mostem z powrotem na cudną promenadę Riva Trogir, przy której cumują okazałe łodzie, by w końcu odwiedzić i zwiedzić średniowieczna starówkę Trogiru, położoną na wyspie. Do Starego Miasta wkroczyliśmy przez Bramę Lądową (Kopnena vrata) powstałą w XIII wieku. Przed wejściem warto zwrócić uwagę na gzyms na którym umieszczony jest lew św. Marka, a ponad nim figura patrona Trogiru - bł. Jana. Serce Trogiru, starówka znajduje się na owalnej wyspie Położony na wyspie Trogir to znakomity przykład dalmatyńskiej architektury Trogir - Stare Miasto Już po pierwszych kilku krokach wiedzieliśmy, że Trogir skradnie nasze serca. To jest ten klimat, który uwielbiamy w każdej z podróży. Kamienne, potężne mury dające trochę cienia i chłodu oraz wąskie, śliczne, kolorowe uliczki na których toczy się życie zarówno mieszkańców jak i turystów. Trogir - Brama Lądowa Trogir - Stare Miasto Trogirska Starówka jest tak na prawdę nie wielką wyspą o długości 450 metrów i szerokości 300 metrów. Pomimo iż jest niewielka i można ją obejść w godzinę, to można tu spędzić niemal cały dzień i się nie nudzić. Wąskie, kamienne uliczki Starówki kryją wiele wspaniałych zabytków, a jej urokliwe zaułki przepełnione są bogatą historią, która przeplata się z teraźniejczością. Czas poznać trogirską Starówkę! Spacerkiem po Starówce Urocze małe placyki otoczone zabytkami pomiędzy którymi przycupnęły niewielkie ogródki restauracji. I te wszechobecne zapachy śródziemnomorskiej kuchni... Trogir - atrakcje, co zobaczyć Z ciekawszych zabytków które kryje Starówka w Trogirze to na pewno Loggia miejska pałacu Ćipiko która służyła jako sala sądowa wraz z przylegającą wieżą zegarową, ponadto ratusz miejski, katedra św. Wawrzyńca z XIV wieku, ładny plac Ivana Pavla II, kościół św. Sebastiana w którym wystawiono sarkofagi pochodzące z III-II wieku a także renesansowy Pałac Ćipiko (Palača Ćipiko) z XV wieku, zbudowany dla najzamożniejszej trogirskiej rodziny Ćipiko. Trogir - plac Ivana Pavla II Trogir - kościół św. Sebastiana Trogir - pałac Cipiko Vis a vis pałacu znajduje się katedra św. Wawrzyńca zbudowana na ruinach kościoła zniszczonego przez Saracenów w XII wieku. Tuż obok stoi ładna dzwonnica z XIV wieku. Najciekawszym elementem katedry jest główny portal, arcydzieło sztuki romańskiej z 1240 roku. Wnętrze katedry jest również godne uwagi. Kryje bowiem mnóstwo ciekawych, architektonicznych perełek z różnych okresów. Zaryzykujemy, że trogirska katedra jest jedną z najpiękniejszych w całej Dalmacji. Trogir - katedra św. Wawrzyńca Wąskie, kamienne uliczki Starówki kryją wiele wspaniałych zabytków Stare Miasto to gąszcz romantycznych, ciasnych uliczek i klimatycznych, kameralnych restauracyjek Przycupnęliśmy na chwilę przy trogirskiej katedrze, by chłonąć otaczająca nas śródziemnomorską atmosferę. Jednym zdaniem...chłoniemy Trogir z każdą minutą i każdym krokiem :-) a po chwili odpoczynku wybraliśmy się z lodami w ręku jeszcze do parku miejskiego zlokalizowanego na końcu wyspy, z którego roztaczał się wyśmienity widok na przepiękne pasmo górskie, doskonale widoczne na horyzoncie. W godzinach mocno popołudniowych tą samą drogą wróciliśmy pieszo na kemping Seget, a wieczór spędziliśmy na plaży. I taki to był typ dnia :) Nie ma nudy :-) Miejski park w Trogirze Powoli nasza podróż dobiegała końca, ale za czym obraliśmy kurs na północ w kierunku Polski i Krakowa, odwiedziliśmy jeszcze najlepszy chorwacki kemping, a nasze wrażenia z pobytu na camping Zaton opisujemy w kolejnej części relacji z samochodowej wycieczki po Chorwacji. Zapraszamy :-) Przepis synka na adriatycki chill out :-) Trogir - gotowy plan zwiedzania miasteczka krok po kroku Sprawdź na mapie wszystkie odwiedzone miejsca i atrakcje Trogir - mapa atrakcji Camping Seget Trogir Wieża św. Marka Zamek Kamerlengo Promenada Most na wyspę Ciovo Wyspa Ciovo Brama Lądowa Stare Miasto Plac Ivana Pavla II Pałac Cipiko Loggia Miejska Katedra św. Wawrzyńca Kościół św. Sebastiana Park Miejski Camping Seget Trogir. Atrakcje Dalmacji - co warto zobaczyć w pobliżu campingu Seget? Trogir - atrakcje chorwackiego miasteczka (2 kilomety) Ceny Piwo : 1,6€ Kawa : 1,3€ Woda mineralna 1,5l. : 1,10€ Fanta, Coca Cola, Sprite 2l. : 1,5€ Lody (gałka) : 1,2€ Pizza : 8€ Obiad : 12€ Bilety i opłaty Nocleg camping Seget : 42€/doba (2os. + dziecko + namiot + samochód) Bilet wstępu Zamek Trogir : 3€/os. Podsumowanie Camping Seget jest naszym zdaniem idealną bazą noclegowo-wypadową do odkrywania pięknego, dalmatyńskiego wybrzeża i jego licznych zabytków. Jeśli szukaliście przyjemnego kempingu w okolicy Trogiru, to camping Seget możemy polecić Wam z całą stanowczością. A Trogir? A Trogir obroni się sam. Jest fenomenalny!Zerknij na mapę gdzie to jest Start podróży Odwiedzone miejsce
Trogir jest niewielkim miastem, liczącym około 12 tyś. mieszkańców. Wydawać by się mogło, że popołudnie w zupełności wystarczy, by zapoznać się z jego ważniejszymi zabytkami. Nic bardziej mylnego. Czas ucieka nie wiadomo gdzie, a miejsca do zobaczenia mnożą się na turystycznej mapie, jak opętane. Przyznaję bez bicia, że naszego popołudniowego spaceru nie mogę nazwać zwiedzaniem dogłębnym. Jest jednak na co popatrzeć, a i powód do powrotu gotowy. Ważniejsze zabytki Trogiru - Co zwiedzić? Nasze zwiedzanie rozpoczynamy od wejścia do miasta, bo bez tego ani rusz. Przechodzimy przez Bramę Morską [Morska vrata] z 1593 roku i zmierzamy dalej uliczką Gradską. Brama Morska Dość pośpiesznie mijamy Kościółek św. Barbary [Crkva sv. Barbare] - trzynawowy, zbudowany na przełomie IX i X wieku. Kościółek św. Barbary Idąc dalej, dochodzimy do Placu Jana Pawła II [Trg Ivana Pavla II], gdzie mieści się kilka ważniejszych zabytków miasta. Na samym placu ścisk. Mnóstwo grupowych wycieczek. W przewadze azjatyccy turyści focący wszystko, jak leci. Tak, można się ze mnie śmiać, że trafiłam na swoich. ;) Będąc na tym placu, warto rzucić okiem na Loggię miejską [Gradska loža], Wieżę zegarową [Toranj gradskog sata], Ratusz i oczywiście Katedrę św. Wawrzyńca [Katedrala sv. Lovre] - najważniejszy i najbardziej okazały z trogirskich zabytków. Loggia miejska Wieża zegarowa Katedra św. Wawrzyńca Ratusz Katedra św. Wawrzyńca - Wieża z dzwonnicą Na przeciwko Katedry św. Wawrzyńca znajduje się staromiejska zabudowa z Pałacem Ćipiko, wzniesionym w XV wieku. Pałac został zbudowany w stylu renesansowym z inicjatywy najbogatszego rodu w mieście. Cechą charakterystyczną tej budowli są Triforia, czyli trzyczęściowe okna z kamienną balustradą. Pałac Ćipiko Mury miejskie opuszczamy przechodząc przez północna bramę, zwaną Bramą Lądową. Na deser i drobne zakupy innego dnia zostawiamy sobie miejskie targowisko, a tymczasem kierujemy nasze kroki w stronę portu i nabrzeżnej promenady. Brama Lądowa Baszta św. Marka Mijamy Basztę św. Marka [Kula sv. Marka] z XV wieku i niespiesznie docieramy do Twierdzy Kamerlengo, do której oczywiście musiałam wleźć. Twierdza Kamerlengo to czworoboczna budowla obronna z wewnętrznym dziedzińcem oraz wysoką, masywną wieżą od strony morza. Podobnie jak Baszta św. Marka, powstała w XV wieku jako część miejskich fortyfikacji i - trzeba to przyznać - jest to kawał budowli. Napaliłam się na tę twierdzę jak szczerbaty na suchary, czy inny łysy na grzebień, jednak poczułam się srodze zawiedziona, gdy tylko weszłam do środka. Zero jakiegokolwiek klimatu. Wnętrze twierdzy w stanie opłakanym i nie mam tutaj na myśli zmęczenia materiału ze starości. Syf, kiła i mogiła. To był największy gołębnik, w jakim kiedykolwiek byłam. W każdej dziurze pomiędzy kamieniami gnieździły się ptaszyska, które tylko patrzyły, jak ci spuścić sraj-bombę na głowę. Poza tym mnóstwo śmieci wszelkich, które pamiętają kilka sezonów wstecz na pewno. Szkoda, że nikt się tam nie kwapi do tego, by utrzymać do w jako takiej czystości. Wejście na pewno nie jest warte tych 25 HRK. Twierdza Kamerlengo Dobrze, że wejście na wieżę nie było zamknięte, bo z góry roztacza się wspaniała panorama na Trogir, port i sąsiadującą Wyspę Ciovo. Jedyne pocieszenie i jedyny plus z całej wizyty w tej twierdzy. Kościół św. Dominika Po wyjściu z Twierdzy Kamerlengo strzelam szybką fotkę kościołowi św. Dominika. Spędzamy jeszcze chwilę na promenadzie w oczekiwaniu na wodną taksówkę, która za 20 HRK od głowy zawiezie (zapłynie) nas na Wyspę. Wracamy - Rzut oka w tył na port i most łączący Trogir z Wyspą Ciovo. Po powrocie na kwaterkę szybko się ogarniamy i lecimy do Pizza Leonardo na wieczorną szamę. Mimo że pizza w nazwie, to restauracja miała bardzo bogate menu i co najważniejsze zawsze sporą klientelę, więc mieliśmy pewność, że jedzonko będzie pycha. I takie było, w istocie. Nasz wybór padł na talerze: mięsny [Mesna plata] i rybny [Rjibna plata]. Dla czterech osób żarcia było po uszy i jeszcze trochę. Wybaczcie brak zdjęć, ale było tak dobre, że nie myślałam o tym, by wyciągać aparat. :) Do tego dwie butelki wina z regionu Peljesac i byliśmy zrobieni. Ja byłam w każdym razie. :D A tu wypadałoby szybko spać, bo na dzień następny zaplanowane było to, co tygryski, tfu, koziczki lubią najbardziej - górki... Zapalony górołazik, szwendak, nurek i fotografka-bardzo-amatorka. Kocha podróże, turystykę aktywną i czekoladę w każdej ilości. :)
co warto zobaczyć w okolicach trogiru